wtorek, 31 stycznia 2017

Książki w książkach – fizjologie

Część pierwsza Szkoły uczuć kończy się sceną, w której Fryderyk Moreau dowiaduje się o śmierci stryja i o tym, że dziedziczy po nim całość majątku. Staje się z dnia na dzień bogaczem i może wracać do Paryża by prowadzić styl życia, do którego się przyzwyczaił w czasie studiów. Przyjechawszy do stolicy nabywa zatem pałacyk przy rue Rumford, a także powóz, konia, meble oraz dwie żardiniery. Kompletuje też, ma się rozumieć, domową bibliotekę. Nabywa tomiki swoich ulubionych poetów, kilka relacji z podróży, oraz atlasy i słowniki. Urządziwszy się w swym pałacu zaprasza przyjaciół na tzw. osiedliny. Prezentacja biblioteki nie wypada jednak najlepiej, gdyż wszyscy przyjaciele mają jakieś krytyczne uwagi. Malarz Pellerin krzywi się na meble i sugeruje, że zamiast stylu Ludwika XVI należało wybrać nowogrecki, Deslauriers, najbliższy przyjaciel Fryderyka jeszcze ze szkoły w Nogent, nazywa bibliotekę „panieńskim księgozbiorem”, Hussonet z kolei zamiast rozmawiać o książkach, natychmiast zaczyna opowiadać anegdoty o współczesnych autorach francuskich, „krytykować ich wygląd, obyczaje, ubiór, wychwalać umysły piętnastego rzędu i kpić z najwybitniejszych, opłakując, rzecz jasna, upadek literatury”, radykalny socjalista Sénécal pyta z wyrzutem dlaczego Fryderyk nie posiada książek poetów-robotników, zaś pan de Cisy, jest zdziwiony nieobecnością w księgozbiorze „choć paru nowych fizjologii, Fizjologii palacza, wędkarza, strażnika rogatkowego”.


Mianem „fizjologii”, jak wyjaśnia tłumacz Ryszard Engelking w przypisie, określano wówczas „około stustronicowe ilustrowane książeczki małego formatu, prezentujące w dobrodusznie satyrycznym tonie rozmaite profesje i typy ludzkie. Były niezwykle popularne w latach 1840-1842, potem ukazywało się ich znacznie mniej”. Dictionnaire du XIXe siècle européen w haśle poświęconym „fizjologiom” mówi wręcz o „epidemii” tego gatunku literackiego. W samym Paryżu w ciągu trzech lat 1840-1842 sprzedano ponad pół miliona egzemplarzy kilkudziesięciu różnych tytułów „fizjologii” portretujących rozmaite typy ludzkie, grupy społeczne i zawodowe, zwyczaje, miejsca, przedmioty, a nawet same siebie (Physiologie des physiologies). Zdziwienie pana de Cisy zupełnym brakiem „fizjologii” w bibliotece Fryderyka okazuje się więc zrozumiałe.

Pojawienie się i ogromna popularność tych publikacji to fenomen zarówno wydawniczo-literacki jak i społeczny. U jego źródeł leżało powodzenie dwóch książek wydanych w latach 30 XIX wieku: Fizjologii małżeństwa Balzaca oraz Fizjologii smaku A. J. Brillat-Savarina. Jeśli zaś sięgnąć głębiej w przeszłość, „fizjologie” wyrastały z bogatej we Francji tradycji literatury moralistycznej (tj. opisującej obyczaje, od łac. mores) XVII i XVIII wieku, by wymienić przede wszystkim Charaktery de la Bruyere’a.

„Fizjologie” były jednak przede wszystkim dzieckiem swego czasu: epoki masowego druku, rozwoju literatury popularnej oraz triumfu nauk przyrodniczych. To do ich metod odwoływał sam termin określający ten gatunek literacki. W opisie fizjologicznym, naśladującym opis naukowy, autorzy traktowali zjawiska nie jednostkowo, lecz jako przejaw pewnych prawidłowości. Zwracali uwagę nie na pojedynczy egzemplarz, lecz na rodzaj, grupę czy kategorię. Stawiali na obiektywny opis rzeczywistości, definiowali, klasyfikowali i porządkowali, starając się jednocześnie robić to w stylu lekkim, humorystycznym, czy parodystycznym, przeciwstawiającym się tendencjom sentymentalno-romantycznym. Atrakcyjności dodawały „fizjologiom” ilustracje, których autorami byli wybitni rysownicy i graficy epoki jak Paul Gavarni czy też słynący z pełnego zjadliwej satyry stylu Honoré Daumier.










Wnikliwej i krytycznej analizy społecznych uwarunkowań popularności fizjologii dokonał Walter Benjamin w swym eseju zatytułowanym Paryż II Cesarstwa według Baudelaire’a, będącym niejako odpryskiem Pasaży – jego legendarnego projektu, nigdy nienapisanego dzieła o XIX-wiecznym Paryżu.
„Te niepozorne książeczki o formacie kieszonkowców, zwane „Szkicami fizjologicznymi”, zajmowały się tymi postaciami, które zauważało się, obserwując rynek. Nie było postaci paryskiego środowiska – od ruchliwego sprzedawcy ulicznego na bulwarach, po elegantów w foyer opery – której nie nakreśliłyby owe szkice fizjologiczne. Wielka chwila tego gatunku przypada na początek lat czterdziestych. Był znakomitą szkołą felietonu; szkołę tę ukończyło pokolenie Baudelaire’a. To, że miała ona Baudelaire’owi niewiele do przekazania, dowodzi, jak wcześnie poszedł on własną drogą. 
W roku 1841 doliczono się siedemdziesięciu sześciu nowych szkiców fizjologicznych. Od tego roku poczynając, gatunek ten zaczyna tracić na znaczeniu. Zniknął zaś wraz z królestwem burżuazji. Był to gatunek z istoty swej drobnomieszczański. Monnier, mistrz tego gatunku, był kołtunem doskonałym, który w postaci stróża przekazał swój autoportret. W żadnym miejscu nie doszło do przełamania nawet najbardziej ograniczonego horyzontu. Gdy szkic fizjologiczny opisał najróżniej postacie ze wszystkich możliwych stron, przyszła kolej na miasta. (…) Gdy i ta żyła została wyczerpana, sięgnięto do szkicu fizjologicznego o narodach. Nie zapomniano również o szkicu fizjologicznym na temat zwierząt, które od dawien dawna rekomendowały się jako temat niegroźny. Właśnie o nieszkodliwość tu chodziło. W swych studiach do historii karykatury Eduard Fuchs zwraca uwagę, że u początku szkicu fizjologicznego stały tak zwane ustawy wrześniowe, to znaczy zarządzenia cenzury, ustawione w obostrzonej formie. Spowodowały one nagłe odcięcie od polityki grupy zdolnych i wyszkolonych w satyrze rysowników. Jeśli ten manewr rządowy udał się w grafice, to tym bardziej powinien był się udać w świecie literatury. Nie dysponowała ona bowiem jakąkolwiek energią polityczną, którą dałoby się porównać z energią w rodzaju Daumiera. Ta reakcja jest istotnie przesłanką, „z której wynika niebywała rewia burżuazyjnego życia, do którego doszło... we Francji... Przedefilowało wszystko... dni radości i smutku, praca i wypoczynek, obyczaje małżeńskie i kawalerskie nawyki, rodzina, dom, dzieci, szkoła, społeczeństwo, teatr, typy, zawody”.(…)
Wspomniane piśmiennictwo było jednak mętne również w społecznym rozumieniu. Długi szereg dziwaków czy prostaczków, ludzi miłych czy surowych, prezentowanych czytelnikowi w szkicach fizjologicznych cechuje prawie bez wyjątku jedno i to samo: są nieszkodliwi i dobroduszni. Taki sąd o bliźnich nazbyt odbiega od doświadczenia, by nie wywodzić się z niezwykle ważkich przyczyn. Były one prawdopodobnie uwarunkowane szczególnym niepokojem, który ogarniał wtedy ludzi. Musieli się bowiem oswoić z nową, dość dziwną atmosferą, swoistą dla wielkich miast. Simmel utrwalił w zgrabnym sformułowaniu to, o co tu chodzi. „Kto widzi nie słysząc, jest bardziej... zaniepokojony aniżeli ten, co słyszy nie widząc. Jest to cecha charakterystyczna dla socjologii dużego miasta. Kontakty międzyludzkie w wielkich miastach... charakteryzują się wyraźną przewagą aktywności wzroku nad aktywnością słuchu. Główną tego przyczyną są publiczne środki komunikacji. Zanim nie rozpoczęto w dziewiętnastym wieku produkować omnibusów, pociągów i tramwajów, ludzie nie byli zmuszeni przypatrywać się sobie przez długie minuty czy nawet godziny, nie rozmawiając przy tym ze sobą.” Ta nowa atmosfera nie była – przyznaje Simmel – swojska. Już Bulwer formułował swój opis wielkomiejskiego tłumu w Eugène Aram opierając sie na uwadze Goethego, że każdy człowiek, i ten najdoskonalszy, i ten najnędzniejszy, nosi w sobie tajemnicę, która uczyniłaby go znienawidzonym przez wszystkich, gdyby wyszła na jaw. Szkice fizjologiczne nadawały się właśnie do tego, by rozpraszać podobne niepokojące wyobrażenia lub przedstawiać je jako błahe. Były one, jeśli tak wolno powiedzieć, końskimi okularami „ograniczonego zwierzęcia miejskiego”, o którym kiedyś wspominał Marks. 
Opis proletariatu w Physiologie d'industrie française Foucauda pokazuje, jak dokładnie ograniczały one widok tam, gdzie to było nieodzowne: „Spokojne używanie jest dla robotnika wręcz wyczerpujące. Gdyby dom, który zamieszkuje, tonął nawet cały w zieleni pod bezchmurnym niebem oraz był przesiąknięty wonią kwiatów i ożywiony świergotem ptaków – jeśli właściciel próżnuje, jest nieczuły na uroki samotności. Skoro wpadnie mu jednak przypadkiem do ucha jakiś ostry dźwięk lub gwizd z oddalonej fabryki... skoro usłyszy choćby tylko monotonny stukot koła młyńskiego manufaktury, natychmiast rozchmurza czoło. Już nie odbiera wyszukanego zapachu kwiatów. Dym z wysokiego komina fabrycznego, głośne uderzenia dochodzące od kowadła każą mu zadrżeć z radości. Wspomina szczęśliwie dni pracy, którą kieruje umysł wynalazcy. (…)
Przedsiębiorca, który przeczytał ten opis, udawał się na wypoczynek być może znacznie spokojniejszy aniżeli zazwyczaj. Przede wszystkim jednak chodziło o to, by dać ludziom obraz wzajemnie przyjazny. Szkice fizjologiczne tkały tym samym na swój sposób fantasmagorię paryskiego życia. Ich metoda nie mogła jednak zaprowadzić daleko. Przecież ludzie znali się nawzajem jako dłużnicy i wierzyciele, jako sprzedawcy i klienci, jako pracodawcy i pracownicy, przede wszystkim zaś jako konkurenci. Narzucanie ludziom wyobrażeń o ich partnerach jako nieszkodliwych oryginałach mijało się na dłużej z celem. I dlatego piśmiennictwo to przyniosło rychło odmienny pogląd na tę sprawę, oddziaływający skuteczniej na samopoczucie. Sięga on myśli osiemnastowiecznych fizjonomistów, niewiele jednak mając wspólnego z ich bardziej rzetelnymi wysiłkami. U Lavatera czy też Galla, przy całej ich spekulacji i egzaltacji, w grę wchodziło autentyczne doświadczenie. Szkice fizjologiczne żyły z kredytu tego doświadczenia, niczego od siebie nie dorzucając. Zapewniały, iż każdy człowiek, nie zmącony znajomością rzeczy, jest w stanie odczytać zawód, charakter, pochodzenie i sposób bycia przechodniów. Dar ten ma być umiejętnością, którą wróżki dają mieszkańcom wielkich miast do kołyski.”
Fizjologie jako środek służący oswajaniu niepokoju, który rodziło życie w cywilizacji wielkomiejskiej, „proszek uspokajający” – jak to w dalszej części eseju określa Benjamin – to ciekawa interpretacja i z pewnością można by ją jeszcze zgłębiać, poszukując analogii we współczesnych modach wydawniczo-czytelniczych (np. popularność poradników). Tak czy inaczej książeczki te były – jak to również zauważa Benjamin – obliczone na masowe, mieszczańskie gusta, a te miał Flaubert, jak wiadomo, w głębokiej pogardzie. Dlatego też uwagę pana de Cisy na temat „fizjologii”, dodatkowo okraszoną wzmianką iż „zajmował się on literaturą” potraktować wypada jako drwinę z horyzontów intelektualnych bohaterów powieści. Szkoła uczuć to obraz epoki i portret środowiska, w którego życiu ambicje intelektualne nie odgrywają szczególnej roli. W przypadku Fryderyka są one wątłe, rozproszone i przemijające. Flaubert nie poświęca im zatem wiele uwagi.

W końcowym rozdziale powieści, gdy Fryderyk i Deslaurier „ekshumują” – jak to trafnie ujmuje autor – swą młodość, dowiadujemy się, że w dzieciństwie Fryderyk marzył o napisaniu powieści o średniowiecznym Nogent, do której zainspirował go wątek znaleziony w kronice Froissarta. We fragmencie o urządzaniu biblioteki z kolei Flaubert wspomina wprawdzie, że Fryderyk planował pracować nad całym mnóstwem rozmaitych dzieł, ale dodaje, że z planów tych nic nie wyszło. Raz jeden tylko, by nie myśleć o swym niefortunnym uczuciu do pani Arnoux, Fryderyk zaszył się w gabinecie i zajął przez kilka tygodni czymś na kształt pracy naukowo-literackiej. „Sięgnąwszy po pierwszy z brzegu temat, postanowił napisać Historię epoki Odrodzenia. Bez ładu i składu zgromadził na biurku humanistów, filozofów i poetów; chadzał do Gabinetu Rycin, oglądać miedzioryty Raimondiego; starał się zrozumieć Makiawela. Praca darząc pogodą ducha, z wolna go ukoiła. Zgłębiając wnętrze innych, zapomniał o własnym, to pewno jedyny sposób, by nie cierpieć z jego przyczyny.” Niespodziewana wizyta pani Arnoux przerwała jednak ten epizod i wciągnęła Fryderyka na powrót w wir życia towarzyskiego i uczuciowego.

* * *

W nieco szerszym ujęciu historycznoliterackim francuski termin physiologie przekładany jest na polski jako szkic fizjologiczny. Słownik terminów literackich definiuje go jako „gatunek prozy narracyjnej rozpowszechniony w XIX w., obejmujący niewielkie utwory o charakterze opisowym, pozbawione zasadniczo elementów fabularnych, prezentujące jakieś osobliwości społeczno-obyczajowe, środowiska zawodowe, miejscowości, zabytki, scenki z życia codziennego, portrety osób, często nasycone pierwiastkami komiczno-satyrycznymi lub dydaktycznymi.”

Szkic fizjologiczny był na ziemiach polskich popularnym gatunkiem zwłaszcza w okresie międzypowstaniowym. Szczegółowy przegląd dzieł i autorów znajdziemy w znakomitym Słowniku literatury polskiej XIX wieku, pod redakcją Józefa Bachórza i Aliny Kowalczykowej w haśle Fizjologia (Szkic fizjologiczny). Informuje on także o czterech bezimiennych tłumaczeniach francuskich fizjologii kieszonkowych (z zachowaniem formatu broszury in 16° oraz 120-stronicowej objętości), które ukazały się w 1843 r. nakładem S. Merzbacha z ilustracjami Daumiera i Gavarniego: Fizjologia wierzyciela M. Alhoy, Fizjologia prowincjonalisty w Paryżu E. Guinota, Fizjologia wiercipięty L. Huarta i Fizjologia sawantek F. Souliego, odnotowanych w Bibliografii Estreichera. Trafiły one już w ręce digitalizatorów i są dostępne w CBN Polona.

źródło: CBN Polona
Źródło: CBN Polona

Źródło: CBN Polona

* * *

Bibliografia:

Dictionnaire du XIXe siècle européen, sous la direction de Madeleine Ambrière, Presses Universitaires de France, Paris, 1997, s. 912.

Słownik literatury polskiej XIX wieku, pod red. Józefa Bachórza i Aliny Kowalczykowej, Ossolineum, Wrocław-Warszawa-Kraków, 1991, s. 291-293.

Słownik terminów literackich, pod red. Janusza Sławińskiego, aut. M. Głowiński i in., wyd. 2 popr., Wrocław-Warszawa, Ossolineum, 1988, s. 511.

Walter Benjamin, Paryż II Cesarstwa według Baudelaire’a, w: Anioł historii, red. H. Orłowski, Wyd. Poznańskie, Poznań, 1996.

W bibliotece cyfrowej Gallica francuskiej Bibliothèque Nationale znajdziemy zdigitalizowane egzemplarze rozmaitych physiologies, wydanych w latach 1840-1842, wśród nich również wymienioną przez pana de Cisy, Fizjologię palacza (Physiologie de fumeur).

Antologię polskich szkiców fizjologicznych z XIX wieku zatytułowaną Polacy przez siebie odmalowani. Szkice fizjologiczne 1833-1862, opublikowało w 1979 Wydawnictwo Literackie.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz