piątek, 23 marca 2018

Przeciw antysemityzmowi

W Alfabecie wspomnień Antoni Słonimski zanotował taką anegdotę o Jerzym Stempowskim: „W czasach bojkotu żydowskiego handlu, jako demonstrację przeciw endeckiej propagandzie, Jerzy, wchodząc do sklepu, pytał: „Przepraszam, czy to sklep chrześcijański?”. Gdy potwierdzono, Jerzy wychodził i, grzecznie uchylając kapelusza, mówił: „Przepraszam, ale ja kupuję tylko u Żydów”. Aktorka Iza Faleńska-Neyman robiła kiedyś ze Stempowskim zakupy na przyjęcie i po owoce weszła do sklepu z napisem „sklep aryjski”. „Reakcja Jerzego była gwałtowna – wspomina. – Usłyszałam: „Jak pani nie wstyd kupować w takich sklepach”.” Wiosną 1938 roku Stempowskiemu zaczął dokuczać wyrostek robaczkowy, operacja okazała się konieczna. 3 maja 1938 Maria Dąbrowska zanotowała w dzienniku: „Jurek Stempowski idzie na operację ślepej kiszki jeszcze w tym tygodniu. Przez przekorę wobec endeków idzie do Szpitala Żydowskiego”. Po latach, w liście do Jerzego Giedroycia z 21 lutego 1961, Stempowski tak o tym epizodzie wspominał:

środa, 21 marca 2018

Podróż Pyteasza z Massalii

Dziennik pokładowy Pyteasza kupiłem ponad dwadzieścia pięć lat temu na jednym ze straganów księgarskich, które w tamtym czasie rozlokowały się przy bramie uniwersyteckiej. Przygotowywałem się wtedy do egzaminu z historii starożytnej na pierwszym roku studiów. Był to egzamin-legenda, egzamin-kobyła, egzamin-postrach i egzamin-pogromca. Drżałem przed nim i wkuwałem niczym uczeń Hefajstosa. Przez trzy miesiące nie śmiałem sięgnąć po żadną inną książkę niż podręczniki i pozycje z obszernej listy lektur. Ale bez fikcji długo wytrzymać się nie da, więc postanowiłem na czas przygotowań do egzaminu czytać tylko powieści historyczne za tło mające epokę starożytną. W ten sposób trafiłem, choć to nie do końca powieść, na Dziennik pokładowy Pyteasza F. Lallemanda. Książka ta przypomniała mi się zupełnie niedawno przy lekturze Pierścieni Saturna W.G. Sebalda.

sobota, 17 marca 2018

Dzikie drożdże

Tego dnia umówiłem się z Teściem w pubie Kuflandia na Nowogrodzkiej. Dotarłem na miejsce trochę wcześniej, zostawiłem plecak i kurtkę przy stoliku pod oknem i poszedłem do baru zamówić piwo. Do wyboru było mnóstwo gatunków, większość nazw wypisanych kredą na wielkiej tablicy nic mi nie mówiła, więc poprosiłem o pierwsze z listy. Wziąłem szklankę do stołu, spróbowałem łyk i skrzywiłem się z obrzydzenia. Co to jest?! Zapach kanalizacji, smak kociej szczyny, ciepłe jak deszczówka w sierpniu. Spróbowałem jeszcze jeden łyk i było nawet gorzej. Wziąłem więc szklankę, wracam z nią do szynkwasu i mówię barmance, że z tym piwem jest coś nie tak. Ona patrzy na mnie i już chce odpowiedzieć, ale z zaplecza wyszedł właśnie dziarski młodzieniec, więc ona zwraca się do niego: „Filip, pan mówi, że z tym piwem coś niehalo”. Pan Filip się nie zdziwił, ze zrozumieniem pokiwał głową i mówi do mnie: „Dzikie drożdże, proszę pana. Trudny styl, trudne piwo. Nie dla każdego. Z dzikich drożdży nigdy nie wiadomo co wyjdzie. Nuty stajenne, skórzaste, zwierzęce, bagienne, proszę pana, siano, słoma, nawet stodółka, nawet bym powiedział obórka, trudne piwo, trudne”. Muszę powiedzieć, że zaimponował mi fachowym podejściem. On kiwa głową, cierpliwie tłumaczy, ja stoję z tą szklanką, raz po raz wąchając zawartość i też kiwam głową. Stodółka, no faktycznie, nuty zwierzęce, dzikie drożdże...

poniedziałek, 5 marca 2018

Zachodni wietrze

Jest już początek marca, ale za oknem ciągle śnieg i syberyjskie mrozy. Mam ich już szczerze dość i z niecierpliwością czekam na wiosnę. W antologii poezji angielskiej Od Chaucera do Larkina pod redakcją S. Barańczaka znajduje się wierszyk autorstwa anonimowego poety z XV wieku, który oddaje podobny nastrój oczekiwania:



Zachodni wietrze, zbudźże się wreszcie
Deszczykiem roztop śnieg!
O Chryste Panie, z miłą na sianie
Tak bym znów sobie legł!

sobota, 3 marca 2018

O czytelniku utalentowanym

„[Riba] jest w tym samym stopniu wydawcą co nałogowym czytelnikiem. Wycofał się z działalności wydawniczej głównie ze względu na zdrowie, ale sądzi również, że część winy ponosi ów złoty cielec zwany powieścią gotycką, która utrwaliła figurę biernego czytelnika. Marzy o dniu, kiedy klątwa bestsellera przeminie i znów nastanie czas chwały czytelnika utalentowanego, zaś warunki moralnej umowy między autorem a odbiorcą zostaną ponownie przemyślane. Marzy o dniu, kiedy znów będą mogli odetchnąć z ulgą wydawcy prawdziwej literatury, którym zależy na aktywnych odbiorcach, otwartych na tyle, by kupić książkę i pozwolić zaistnieć w swoim umyśle świadomości radykalnie różnej od własnej. Riba jest zdania, że jeśli oczekuje się talentu od wydawcy i autora, powinno się wymagać, by miał go również czytelnik.

wtorek, 13 lutego 2018

Jeszcze o żółwiu

Żółw pojawia się już u samych źródeł cywilizacji i jej najważniejszych wytworów: pisma oraz literatury. Chińczycy jeszcze przed wynalezieniem papieru pisali na skorupach żółwi. Borges w Zoologii fantastycznej przytacza legendę chińską o stworze nazywającym się T’an-kuej, prażółwiu, stworzonym z wody i ognia, albo, jak twierdzili niektórzy, ze światła gwiazd z konstelacji Strzelca, na którego grzbiecie wyryty został traktat kosmiczny pod tytułem Hung-fan (Reguła ogólna). Tym traktatem miał się kierować sprawiedliwy cesarz Jü, gdy dwadzieścia dwa wieki przed erą chrześcijańską podzielił swój kraj na dziewięć prowincji. Borges wzmiankuje przy tym (niestety błędnie klasyfikując żółwia jako płaza), że Chińczycy odnajdują w żółwiach model Wszechświata, a z racji ich długowieczności, zaliczają je do zwierząt uduchowionych, obok jednorożca, smoka, tygrysa i feniksa, i wróżą z żółwich skorup. W tradycji europejskiej żółw pojawia się u źródeł poezji w starożytnej Grecji.

piątek, 9 lutego 2018

Zakupy w antykwariacie. Odcinek 324

Z powodu ograniczeń przestrzennych, muszę sobie wizyty w antykwariatach dawkować niczym dzieciak z lat osiemdziesiątych paczkę donaldówek. Dlatego, gdy pod koniec grudnia udałem się do jednego z warszawskich antykwariatów, miałem bardzo konkretny zamiar zakupienia tylko dwóch książek, które wcześniej znalazłem w internecie. Był to tom wspomnień o Józefie Czechowiczu wydany w Lublinie w 1971 roku oraz oryginalne wydanie poematu Edwarda Słońskiego Na gwiezdnym szlaku z 1927 roku. Obie związane są z tematyką mojego bloga. O Słońskim pisałem już kilka razy, najobszerniej tutaj. W tomie o Czechowiczu natomiast znalazłem wspomnienie Witolda Chomicza, malarza i grafika, o którym z kolei pisałem tutaj.

wtorek, 30 stycznia 2018

Paralaksa dyspozycyjna

„- Czas – odparł budowniczy ruin – nie jest już tak zupełnie prawidłowym pojęciem. Dzięki pewnym technicznym zabiegom czas tutaj został trochę, powiedzmy, uszkodzony, a w każdym razie czas bezwzględny. (…)
- Aha.
- Rzecz niestety trudno jest komuś wytłumaczyć, jeśli się jej samemu dobrze nie rozumie.
- Czy zegary tu już nie chodzą? – Spojrzałem na swój zegarek. Wskazywał wpół do drugiej.
- Oczywiście, że zegary chodzą. Radio funkcjonuje przecież również wtedy, gdy stacja nadająca jest zepsuta… tak mniej więcej musi pan to sobie wyobrazić.
- Na moim zegarku jest teraz wpół do drugiej, czy tutaj nie jest wpół do drugiej? Gdzieś przecież musi być wpół do drugiej! Gdzie się podział czas, według którego teraz jest wpół do drugiej? To właśnie wpół do drugiej? Czy na zewnątrz  j e s t  wpół do drugiej?

wtorek, 23 stycznia 2018

Miód i lira

W książce Renaty Lis Lesbos jest wątek, który stanowi dla mnie rozwinięcie i dopełnienie eseju Ryszarda Przybylskiego z tomu Et in Arcadia ego. Esej o tęsknotach poetów, będącego erudycyjnym komentarzem do wiersza Osipa Mandelsztama Wśród wzgórz Pierii, kamiennej i gołej... . Jest to wątek zawierający refleksje o roli sztuki, literatury oraz o stosunku do tradycji. Przybylski pokazał, jak Mandelsztam, sięgając do początków Grecji, do świtu cywilizacji europejskiej, do czasów aojdów, poezji Hezjoda i Safony, ominął wszystkie wcześniejsze tradycje przedstawiania toposu raju greckiego rozwinięte przez renesans, klasycyzm, romantyzm, parnasizm, symbolizm i zreinterpretował mit arkadyjski, tworząc jego własną, oryginalną i żywą wersję pozbawioną aleksandryjskich koturnów, winckelmanicznej sztuczności i parnasistowskich stylizacji. Wiersz Mandelsztama zaczyna się zwrotką:

sobota, 20 stycznia 2018

Pomyłka Marka Twaina

Na mistyfikacje Marcela Schwoba niejeden dał się nabrać. Na przykład Mark Twain. W jego korespondencji, na którą trafiłem w Internecie, zachował się krótki liścik wysłany do francuskiego pisarza w reakcji na jedno z jego opowiadań. A było tak. W 1888 roku Schwob, wówczas już autor kilku tekstów, zaczął zabiegać o ich wydanie. W liście z 23 października 1888 do znanego i prężnie działającego wówczas wydawcy francuskiego J. Hetzla przedstawiał się i wymieniał swe referencje: profesora Collège de France Michela Bréala, wuja Léona Cahuna oraz Julesa Verne’a, będącego jednym z czołowych autorów publikujących w tamtym czasie u Hetzla. „Dołączam do tego listu – pisał dalej – opowieść, która ukazała się w gazecie mojego ojca. Jest to pastisz z XVIII wieku – rozpozna pan bez trudu. W kopercie znajdzie pan również artykuł na temat Stevensona, gdzie przetłumaczyłem dwie stronice z An Inland Voyage oraz opowiadanie, które udowodni panu, że znam język angielski na tyle, by ośmielić się parodiować Marka Twaina”.

czwartek, 18 stycznia 2018

O Ludwiku Fiszerze i „Bibliotece Groszowej”

Pierwszą część wydanych w 1959 roku Wspomnień starego księgarza Ludwika Fiszera (1890-1962) wypełniają głównie wiadomości o działalności przedsiębiorstw księgarskich i wydawniczych autora oraz informacje o rynku książki w Polsce w pierwszych dwóch dekadach XX wieku. W drugiej części Fiszer snuje już dużo swobodniejszą opowieść, w której poznajemy go jako warszawskiego bon vivanta, bywalca kawiarni i dansingów, zaprzyjaźnionego z legendarnym Francem Fiszerem oraz ze Skamandrytami, zwłaszcza Janem Lechoniem, o którym opowiada kilka anegdot, np. tę o czekoladkach: „Któregoś dnia poszedł [Lechoń] do centralnego sklepu Wedla na ul. Szpitalnej i zapytał, czy mają czekoladowe alfabety. Na twierdzącą odpowiedź ekspedientki poprosił o 5 liter O, 8 liter N i 12 liter Z. Ekspedientka oświadczyła mu na to, że na składzie posiadają tylko komplety abecadeł, ale na żądanie mogą w ciągu dwóch dni przygotować żądane przez niego litery. Po dwu dniach Lechoń zgłosił się po odbiór zamówionych liter.

środa, 17 stycznia 2018

O poglądach

„Czytając jakieś dzieło literackie, zawsze zazdrościłem autorowi nie tyle talentu, pięknego stylu czy głębi myśli, ile posiadania jakichś poglądów, o których w dodatku najwyraźniej był przekonany, że są to j e g o poglądy. Ciągle zdumiewa mnie też, że ludzie noszą ze sobą swoje poglądy jak jakieś walizki, a kiedy ich o coś spytacie, zaraz którąś z walizek otwierają i zaczynają wyciągać jej zawartość. To dla mnie niepojęte. Ja sam żadnych poglądów w pełnym znaczeniu tego słowa nigdy nie miałem i nie mam ich do dziś. Rzecz jasna, nie przyznawałem się do tego; będąc w towarzystwie udawałem, że mam cały magazyn najrozmaitszych poglądów, gotowych po zalaniu wodą i wymieszaniu do natychmiastowego spożycia, że wystarczy mi do tego magazynu zajść, by jakiś pogląd wyciągnąć.

sobota, 23 grudnia 2017

Wybuch radości

Z okazji Świąt Bożego Narodzenia i Nowego Roku składam czytelnikom Nakładu niewyczerpanego najlepsze życzenia. I skoro to blog o książkach, to niech te życzenia również dotyczą książek – samych ciekawych, inspirujących, wzruszających i poruszających, mądrych i wzmacniających wewnętrznie lektur. A z jednej z nich – Homilii na ewangelię dzieciństwa Ryszarda Przybylskiego przepisuję fragment o obrazie Botticellego Narodziny mistyczne: „Nad drzewami pięknego lasu, w którym Podróżni znaleźli schronienie, na tle przedziwnie rozjaśnionego nieba, u góry, pod rozwartym złotym kręgiem niebiańskim, Botticelli wymalował wybuch radości – taniec aniołów, którzy trzymając się za ręce, tworzą wielobarwne koło, rytmicznie poprzetykane gałązkami oliwnymi, z których podobnie jak u ich braci na ziemi, powiewają białe wstęgi z łacińskim napisem „Gloria in Excelsis Deo”.

środa, 20 grudnia 2017

Kufer ciotki Mililki

Rysunek piórkiem przedstawiający targowisko świąteczne pochodzi z 1884 roku. Jest jedyną pamiątką po zmarłym w wieku 18 lat na tyfus Tadeuszu Święckim. Nie wiadomo o nim nic więcej, poza tym, że był bratem Marii Selinger-Gieryńskiej z domu Święckiej. To ona przekazała rysunek opatrzony na odwrocie zatartą już dziś niemal zupełnie informacją o autorze, swej bratanicy Birucie Lubicz-Sierakowskiej z Chomiczów, od której z kolei trafił on do mego teścia, Zbigniewa Chomicza. Gdy zagłębiam się czasem w historię rodziny Chomiczów, z którą związałem swój los, Maria Gieryńska zawsze budzi moje zainteresowanie. Jej postać spaja bowiem w jakiś sposób różne historie, które tu opowiadam. Jako najstarsza z trzech sióstr Święckich (młodsza Józefa wyszła za Walerego Józewskiego, inżyniera z Krakowa, a najmłodsza Ewa za Leonarda Chomicza) była ciotką Henryka Józewskiego, który u niej właśnie pobierał pierwsze lekcje rysunku, malarza Witolda Chomicza oraz Jana Zbigniewa Chomicza, dziadka mojej żony.

piątek, 8 grudnia 2017

Na rynku w Brussie

„Od kilku lat Bursa figuruje w programach wycieczek turystycznych wzdłuż brzegów wschodnich Morza Śródziemnego. Jest to niewielkie miasto w Azji Mniejszej, odległe o kilkadziesiąt kilometrów od brzegów Morza Marmara. Z prospektów towarzystw okrętowych wynika, że można się doń dostać autobusem. Być może więc są w nim także hotele z bieżącą wodą i innymi wygodami. W początku obecnego stulecia obcy nazywali je Brussą, dostęp doń był trudny, nocleg zaś nastręczał wiele kłopotów. Zajazdy były prymitywne, pełne pluskiew niezwykłej wielkości i siły. Zwiedzenie tego malowniczego miasta o starych murach i wąskich uliczkach wymagało posiadania w nim uczynnych przyjaciół. Na rynku Brussy, obok handlarzy owoców, jarzyn, dywanów i innych towarów miejscowej produkcji, można było spotkać także narratorów, recytujących za skromną opłatą twory wyobraźni ludowej Wschodu. Wątpię, aby zachowali się tam dotąd.

środa, 29 listopada 2017

O Marcelu Schwobie

Marcel Schwob to pisarz zapomniany, nieobecny w podręcznikach historii literatury, pominięty nawet przez Encyclopedia Britannica, a jednak legendarny. Jan Kott dowiedział się o nim od Jerzego Stempowskiego, Jan Tomkowski od Leopolda Buczkowskiego, J.W. Gomulicki od Leona Schillera, Jan Gondowicz zaś od Adama Ważyka. Borges umieścił Żywoty urojone Schwoba na liście stu najważniejszych książek, które wybrałby do swej osobistej biblioteki. Wzorował się zresztą na nich pisząc Powszechną historię nikczemności. Schwobowi dedykowali swoje utwory Alfred Jarry, Paul Valery i Oscar Wilde. Podziwiali go Anatol France i Maurice Maeterlinck. Nie lada rekomendacje! Polskie tłumaczenia jego utworów w wydaniach sprzed wieku można było dostać tylko w największych bibliotekach, bardzo rzadko trafiało się na nie w antykwariatach. Tylko Księga Monelli doczekała wznowienia w 2010 roku w łódzkim wydawnictwie Hapax. Sytuacja ta uległa zmianie w końcu zeszłego roku gdy PIW wydał tom zawierający cztery zbiory jego opowiadań: Żywoty urojone, Księga Monelli, Krucjata dziecięca oraz Mimy.

wtorek, 28 listopada 2017

Gdy postać z literatury nosi nasze nazwisko

Jak to jest, gdy postać z literatury nosi nasze nazwisko? Bywa różnie. Mam na przykład znajomego o nazwisku Wirski. Rządca kamienicy Łęckich w Lalce nazywa się Wirski, postać barwna i zabawna, przypadają sobie bardzo do gustu z Rzeckim. Detektyw z warszawskich powieści kryminalnych Tadeusza Cegielskiego (Morderstwo w Alei Róż oraz Tajemnica pułkownika Kowadły) również nazywa się Wirski, i również jest to postać nietuzinkowa – służy wprawdzie w PRL-owskiej milicji, ale to przedwojenny oficer policji, wykształcony erudyta, a do tego przystojniak i twardziel – przetrwał tortury na UB. Mój sąsiad nie ma zatem co narzekać. Paweł Dunin-Wąsowicz w niedawno wydanej książce Dzika biblioteka (Iskry, Warszawa, 2017) poświęcił odrębny szkic postaciom literackim, które noszą jego nazwisko.

wtorek, 14 listopada 2017

Wspomnienia Józewskiego

Wspomnienia Henryka Józewskiego zatytułowane Zamiast pamiętnika ukazały się wreszcie w wersji książkowej jako kolejna pozycja serii W kręgu paryskiej „Kultury”, wydawanej przez Instytut Literacki wraz z Instytutem Książki. Jest to część obszerniejszego dzieła, nad którym Józewski pracował przez kilkadziesiąt lat i któremu nadał tytuł Opowieść o istnieniu. O jego sytuacji edytorskiej pisałem tutaj. Równocześnie ukazał się ukraiński przekład Zamiast pamiętnika autorstwa Julii Wasejko, zaprezentowany podczas konferencji „Wybitne postacie prometeizmu. Henryk Józewski i jego spuścizna w 125. rocznicę urodzin”, zorganizowanej w Łucku w dniach 26–27 października 2017 przez Studium Europy Wschodniej UW, WUN im. Łesi Ukrainki we współpracy z Konsulatem Generalnym RP w Łucku. Myślę, że ta książka ukazuje się w bardzo odpowiednim momencie.

piątek, 10 listopada 2017

La cigale

Kilka dni temu, z półki, na której trzymam książki z wczesnego dzieciństwa, wyciągnąłem broszurkę zawierającą bajkę Iwana Kryłowa Ważka i mrówka (Стрекоза и муравей) w przekładzie M. Dolińskiej, z ilustracjami A. Cwietkowa, wydaną w Moskwie w 1977 roku przez wydawnictwo Małysz. Pamiętam, że książki dla dzieci tego wydawnictwa, publikowane na przełomie lat 70. i 80. były w dużej obfitości dostępne w księgarniach. Mam ich w zbiorach kilkanaście. Popatrzyłem na pobazgraną kredkami i pogniecioną okładkę, z pewnym zawstydzeniem odnotowując, że jako czterolatek nie przejawiałem należytego szacunku dla słowa drukowanego. Ale na szczęście w środku książeczka nie nosiła śladów mego dziecięcego barbarzyństwa. Znalazłem tam obrazek przedstawiający ważkę brnącą przez pola wśród szarugi jesiennej, próbującą osłonić się przed zacinającym deszczem oklapłą stokrotką. Jak to sobie teraz mgliście przypominam, bardzo go lubiłem. „Nawet się nie obejrzała, już zima skrada się z wolna”...

wtorek, 7 listopada 2017

Gdzież prawda?...

Lalkę czytam co kilka lat. Przy każdej kolejnej lekturze zwracam uwagę na jakieś nowe fragmenty, baczniej śledzę inne niż dotychczas wątki. Tym razem, zapewne pod wpływem wiedzy o chorobie nerwowej Prusa, o której dużo pisze Monika Piątkowska w swej niedawno wydanej książce Prus. Śledztwo biograficzne, odnotowuję opisy stanów psychicznych Wokulskiego. „Rozdarcie wewnętrzne”, „głębokie rany w duszy”, myśli samobójcze, poczucie pustki, głosy kotłujące się w głowie, halucynacje… Czytając teraz powieść zastanawiam się cały czas na ile użyte przez Prusa dla opisu tych stanów psychicznych środki wyrazu były podyktowane jego własnym doświadczeniem zmagania z nerwicą. W XIX wieku zaczyna się dużo mówić o nerwach, nerwowych zaburzeniach i zdrowiu psychicznym. Począwszy od romantyków literatura eksploruje ludzką psychikę, a pod koniec stulecia rodzi się psychologia jako odrębna dyscyplina wiedzy. Widać to również na przykładzie Lalki, w której – jak zauważył H. Markiewicz – „dokonuje się „psychologizacja” powieści polskiej – wyraźny zwrot wyobraźni pisarskiej ku wnętrzu psychicznemu postaci.”