wtorek, 14 listopada 2017

Wspomnienia Józewskiego

Wspomnienia Henryka Józewskiego zatytułowane Zamiast pamiętnika ukazały się wreszcie w wersji książkowej jako kolejna pozycja serii W kręgu paryskiej „Kultury”, wydawanej przez Instytut Literacki wraz z Instytutem Książki. Jest to część obszerniejszego dzieła, nad którym Józewski pracował przez kilkadziesiąt lat i któremu nadał tytuł Opowieść o istnieniu. O jego sytuacji edytorskiej pisałem tutaj. Równocześnie ukazał się ukraiński przekład Zamiast pamiętnika autorstwa Julii Wasejko, zaprezentowany podczas konferencji „Wybitne postacie prometeizmu. Henryk Józewski i jego spuścizna w 125. rocznicę urodzin”, zorganizowanej w Łucku w dniach 26–27 października 2017 przez Studium Europy Wschodniej UW, WUN im. Łesi Ukrainki we współpracy z Konsulatem Generalnym RP w Łucku. Myślę, że ta książka ukazuje się w bardzo odpowiednim momencie. Gdy przez ulice Warszawy maszerują w dniu niepodległości faszyści i szowiniści wygrażający pięściami, podnoszący rasistowskie hasła i nazywający siebie patriotami, warto poczytać rozważania człowieka, który dawał prawdziwe świadectwo patriotyzmu, który swą polityką próbował godzić i zjednywać, a nie zrażać i antagonizować, i który był oddany wizji Polski dumnej ze swej historii, tradycji i z własnego, z wielkim trudem odzyskanego państwa, ale jednocześnie otwartej i tolerancyjnej.

piątek, 10 listopada 2017

La cigale

Kilka dni temu, z półki, na której trzymam książki z wczesnego dzieciństwa, wyciągnąłem broszurkę zawierającą bajkę Iwana Kryłowa Ważka i mrówka (Стрекоза и муравей) w przekładzie M. Dolińskiej, z ilustracjami A. Cwietkowa, wydaną w Moskwie w 1977 roku przez wydawnictwo Małysz. Pamiętam, że książki dla dzieci tego wydawnictwa, publikowane na przełomie lat 70. i 80. były w dużej obfitości dostępne w księgarniach. Mam ich w zbiorach kilkanaście. Popatrzyłem na pobazgraną kredkami i pogniecioną okładkę, z pewnym zawstydzeniem odnotowując, że jako czterolatek nie przejawiałem należytego szacunku dla słowa drukowanego. Ale na szczęście w środku książeczka nie nosiła śladów mego dziecięcego barbarzyństwa. Znalazłem tam obrazek przedstawiający ważkę brnącą przez pola wśród szarugi jesiennej, próbującą osłonić się przed zacinającym deszczem oklapłą stokrotką. Jak to sobie teraz mgliście przypominam, bardzo go lubiłem. „Nawet się nie obejrzała, już zima skrada się z wolna”...

wtorek, 7 listopada 2017

Gdzież prawda?...

Lalkę czytam co kilka lat. Przy każdej kolejnej lekturze zwracam uwagę na jakieś nowe fragmenty, baczniej śledzę inne niż dotychczas wątki. Tym razem, zapewne pod wpływem wiedzy o chorobie nerwowej Prusa, o której dużo pisze Monika Piątkowska w swej niedawno wydanej książce Prus. Śledztwo biograficzne, odnotowuję opisy stanów psychicznych Wokulskiego. „Rozdarcie wewnętrzne”, „głębokie rany w duszy”, myśli samobójcze, poczucie pustki, głosy kotłujące się w głowie, halucynacje… Czytając teraz powieść zastanawiam się cały czas na ile użyte przez Prusa dla opisu tych stanów psychicznych środki wyrazu były podyktowane jego własnym doświadczeniem zmagania z nerwicą. W XIX wieku zaczyna się dużo mówić o nerwach, nerwowych zaburzeniach i zdrowiu psychicznym. Począwszy od romantyków literatura eksploruje ludzką psychikę, a pod koniec stulecia rodzi się psychologia jako odrębna dyscyplina wiedzy. Widać to również na przykładzie Lalki, w której – jak zauważył H. Markiewicz – „dokonuje się „psychologizacja” powieści polskiej – wyraźny zwrot wyobraźni pisarskiej ku wnętrzu psychicznemu postaci.” Psychoanalitycznej interpretacji postaci Wokulskiego dokonał już w 1986 roku Jan Tomkowski w artykule o wymownym tytule Neurotyczni bohaterowie powieści Prusa, jednak o dolegliwościach samego autora wspominał tam bardzo oględnie. Czy wiedza o chorobie Prusa coś wnosi do naszej interpretacji jego dzieła? Zdaję sobie sprawę z kontrowersyjności takich dociekań, a jednocześnie nie mogę się przed nimi powstrzymać. Odnotowuję też tym razem (z pewną zgrozą), że Rzecki ma 40 lat!

poniedziałek, 6 listopada 2017

Jeszcze o „Bibliotece Pstrykońskiej” – uwagi antykwariusza

W maju napisał do mnie antykwariusz pan Jacek Głowacki odnosząc się do moich tekstów o „Bibliotece Pstrykońskiej”, zwłaszcza uzupełnień związanych z ilustracjami poszczególnych egzemplarzy. Wywiązała się między nami korespondencja, z której wyjątki zamieszczam poniżej. List Stempowskiego do Terleckiego, na który się w niej powołujemy znalazł się w tomie korespondencji wydanej w 2015 nakładem Więzi, z posłowiem Niny Terleckiej (Jerzy Stempowski, Tymon Terlecki, Listy 1941–1966, Warszawa, 2015). Wygląda na to, że „Biblioteka Pstrykońska” staje się powoli najdokładniej zbadaną serią w historii polskiego bibliofilstwa. Czytelników, którzy widząc tytuł Jeszcze o „Bibliotece Pstrykońskiej” ziewają znudzeni, albo wołają: Och nie! Znowu? Tylko nie to! muszę ostrzec, że to nie koniec, i wkrótce zamieszczę fragment niepublikowanego dotąd tekstu Jerzego Stempowskiego Profesor ekstremizmu, który miał być w zamierzeniu kolejnym tomikiem „Biblioteki”, oraz notatkę o śladach lektury Alfreda Jarry w Pielgrzymie. Ale na pocieszenie dodam, że wkrótce zamieszczę również dalszy ciąg przygód autora Nakładu niewyczerpanego związanych z odkryciem Opowiadań Paula Klaimzecera. Okazało się bowiem, że ukradziony z antykwariatu egzemplarz nie został całkowicie poszarpany na strzępy i zgłosił się po niego pewien tajemniczy filolog... A tymczasem zapowiedziana korespondencja.

piątek, 13 października 2017

Miesięcznik "Droga", albo jeszcze o debiucie Jerzego Stempowskiego

„Zdaje mi się, że pod względem politycznym wchodzimy teraz w epokę niepomyślną zgnilizny europejskiej i wszechświatowej. Wszystkie najstarsze choroby toczą znów Europę.” Niepokojąco współcześnie brzmi pierwsze zdanie szkicu Z notatek emigranta Jerzego Stempowskiego opublikowanego w miesięczniku „Droga” w 1923 roku. Podobnie jak zdanie kolejne: „Polaków ukąsił jakiś giez zły i natrętny, brzęczący brzydko i nieliberalnie”. Do wszelkich analogii historycznych należy jednak mieć stosunek sceptyczny, choć z tekstów Stempowskiego rzeczywiście, jak zauważyła już Maria Dąbrowska, można wyławiać liczne myśli aktualne i trafne diagnozy. Nietrafne zresztą też, co we wspomnianym sceptycyzmie raczej utwierdza. Tak czy inaczej dobrze jest przeczytać ten pełen ekspresji i sarkazmu głos dziedzica humanizmu, oświecenia i dziewiętnastowiecznego liberalizmu niezbyt odnajdującego się w świecie atakowanym przez „bolszewików z lewa i z prawa”. Piszę o tym, gdyż zdigitalizowane numery czasopisma „Droga”, miesięcznika literacko-kulturalnego wydawanego w latach 1922–1937, na łamach którego Stempowski debiutował, można od kilku tygodni czytać w bibliotece cyfrowej Polona.

czwartek, 12 października 2017

Czerwony wazon Z. Imowa

Sprawa żółwi w XIX wiecznym Paryżu tak wyczerpała autora „Nakładu niewyczerpanego”, że na kilka miesięcy popadł w stan ponurego odrętwienia, zamknął się w sobie i ukrył niczym żółw w skorupie. Napoczęte lektury piętrzyły się tymczasem na biurku i na półkach, notatki do kolejnych szkiców pęczniały w teczkach, fiszki rozsypywały się w nieładzie, niedokończone teksty prześladowały po nocach, a cytaty i akapity buzowały i bulgotały w zmęczonej głowie autora niczym jarzyny w rosole. Żółwie z wierszy Mandelsztama i D.H. Lawrence’a wędrowały po krainie ze Snu Polifila Colonny, gdzie przyglądały się maszynie do obierania z mózgu z Pielgrzyma Stempowskiego, (który wziął ją z Króla Ubu) i obrazom szkoły neapolitańskiej z Jesieni Schulza. Niedokończony esej Stempowskiego o muzyce w dzienniku Pepysa przechodził w rozważania nad wątkiem książek w kosmosie u Lema i Dicka, szkic Sieńczyka kierował ku Lukrecjuszowi, a leksykon fikcyjnych książek Dunina-Wąsowicza ku fikcyjnemu księgozbiorowi Browne’a, ten zaś przeplatał się z Księgozbiorem przemytników, przez wielu branym za autentyczny, a też przecież fikcyjnym! Kolejne książki, kolejne teksty, kolejne wątki, historie, pomysły i zagadki kusiły, ale i przygniatały niczym rzeczy w Rzeczach Pereca. Każda próba uporządkowania tego chaosu, tego rozrastającego się, pulsującego nadmiaru kończyła się fiaskiem wpędzając w jeszcze większe przygnębienie, tak, że autor zaczął przemyśliwać o ostatecznym zamknięciu swej rubryki. Byłby już pożegnał się z nielicznymi czytelnikami zamieszczając redagowaną od kilku tygodni żałobną notkę, gdyby nie pewne odkrycie...

środa, 14 czerwca 2017

Spacer z żółwiem

W Pasażach Waltera Benjamina znajdujemy następujące zdanie: „W 1839 roku było rzeczą wytworną brać z sobą na spacer żółwia. Daje to wyobrażenie o tempie flânerie w pasażach”. Obraz ten najwyraźniej zapadł Benjaminowi w pamięć, bo przywołał go jeszcze dwukrotnie. W eseju Paryż Drugiego Cesarstwa według Baudelaire’a w rozdziale Człowiek tłumu gdzie Benjamin analizuje figurę flâneura w słynnym opowiadaniu E.A. Poego, czytamy: „Ale żył także jeszcze flâneur, który potrzebuje pola gry oraz nie zamierza rezygnować z indywidualnego sposobu bycia. Przechadza się próżniaczo niby indywidualność, która w ten sposób protestuje przeciwko podziałowi pracy, czyniącemu z ludzi specjalistów. Podobnie protestuje przeciwko ich zapobiegliwości. Przejściowo, około roku 1849, należało do dobrego tonu chodzić po pasażach z żółwiami na spacer. Flâneur chętnie pozwalał na to, by tempo dyktowały żółwie. Gdyby to od niego zależało, postęp musiałby opanować ten krok”. Spacer z żółwiem znalazł się jeszcze we fragmentach zebranych pod wspólnym tytułem Park Centralny, z 1938 roku „Tempo flâneura należy porównać z tempem tłumu, opisanego przez Poego. Tempo to, jest protestem przeciwko tempu tłumu. Porównaj modę na żółwie z roku 1839.” Obraz efektowny, ale czy prawdziwy?

czwartek, 1 czerwca 2017

Podróż zimowa bibliomana

Przeglądając niedawno stos przedwojennych broszurek w jednym z warszawskich antykwariatów, natrafiłem na nowelkę Biblioman autorstwa K. M. Górskiego, której nie znałem. Pamiętałem opowiadanie Charlesa Nodiera o tym samym tytule i pomyślałem, że mógłbym porównać dwa różne ujęcia tematu bibliofila. Zorientowałem się też, że w nowelce pojawia się, zawsze intrygujący, motyw książki fikcyjnej. Przede wszystkim jednak uderzyło mnie podobieństwo pomysłu Górskiego do późniejszego o ponad pół wieku opowiadania George’a Pereca Podróż zimowa, przypomnianego ostatnio przy okazji polskiej edycji Podróży zimowych (Wyd. Lokator, Kraków, 2016) autorstwa grupy OULIPO oraz wystawy inspirowanej twórczością Pereca w warszawskiej Zachęcie. Podobieństwo to wydało mi się zaskakujące, więc nowelkę zakupiłem. W obu opowiadaniach główną rolę gra motyw odkrycia fikcyjnej książki...

wtorek, 25 kwietnia 2017

W.G. Sebald o bibliotecznych gmachach

Ostatnim razem wspomniałem opis nowej siedziby francuskiej Bibliothèque Nationale w książce W.G. Sebalda Austerlitz. Przytaczam go poniżej. Bohater powieści, zupełnie jak ci, którzy tęsknią za dawnym gmachem BUWu, odczuwa nostalgię wobec starej siedziby przy rue Richelieu, gdzie lampy o porcelanowych, zielonych kloszach dawały dobre, kojące światło oraz niechęć do nowego budynku-molocha rodem z SF, w którym wszystkie jego niepokoje i lęki się wzmagają. W powieści, której głównym motywem jest poszukiwanie korzeni i próba odbudowania więzi między teraźniejszością, a odebraną przeszłością, to zestawienie ma również sens metaforyczny. Austerlitz w końcu stwierdza, że w nowej siedzibie nie ma szans na odnalezienie świadectw dotyczących jego ojca. Sebald o tym nie pisze, ale stara siedziba biblioteki przy rue Richelieu nie została jednak odebrana czytelnikom, i przerobiona na co innego. Na przykład jak BUW, na sale wykładowe. Od kilku lat podlega gruntownemu remontowi i część sal właśnie niedawno, w marcu 2017, została udostępniona zwiedzającym i czytelnikom. W odnowionym kompleksie przy rue Richelieu będą udostępniane zbiory specjalne jak rękopisy czy starodruki. Więcej informacji można znaleźć na stronie internetowej Bibliothèque Nationale.