sobota, 26 listopada 2016

Powieść w liście, albo list jako powieść

Jakiś czas temu zapowiedziałem, że wybrane niezrealizowane projekty literackie Jerzego Stempowskiego będę omawiał szczegółowo. Oto jeden z nich – powieść z życia stołecznych sfer teatralnych. Jej zamysł powstały jeszcze przed wojną, opisał Stempowski 13 kwietnia 1960 roku w liście do przyjaciela, germanisty Adolfa Sowińskiego, pod wpływem usłyszanych rano w radiu Harnasi Karola Szymanowskiego. Fabuła planowanej powieści miała być bowiem osnuta na pewnym incydencie, który zdarzył się wiosną 1936 roku w warszawskim Teatrze Wielkim właśnie w związku z przygotowaniami do wystawienia tego baletu w Paryżu. Ściągnięty wówczas na kilka dni do Polski przez Jana Lechonia, ówczesnego attaché kulturalnego ambasady polskiej w Paryżu, wsławiony występami w zespole Les Ballets Russes Sergieja Diagilewa, rosyjski tancerz Serge Lifar, zaproszony do zagrania głównej roli w Harnasiach, miał ponoć pozwolić sobie podczas roboczego spotkania w Teatrze Wielkim na uszczypliwe uwagi pod adresem polskich tancerzy. Wywołały one reakcję krewkiego dyrektora baletu warszawskiego Jana Cieplińskiego, który rosyjskiego tancerza spoliczkował w obecności Szymanowskiego (który z wrażenia niemal zemdlał), Lechonia oraz kilku innych ważnych person ze świata kultury. Powstało ogólne zamieszanie, wezwano policję, ale na szczęście uniknięto międzynarodowego skandalu a cała sprawa skończyła się, wedle słów Stempowskiego, „lepszą popijawą”.

sobota, 5 listopada 2016

Duży Meaulnes i figa

Opowiem o książce, której nie znałem i na którą trafiłem dzięki pasjonującej korespondencji wydanej niedawno w dwóch tomach przez „Zeszyty Literackie”. W liście z 19 stycznia 1951 Jarosław Iwaszkiewicz pisał do Pawła Hertza: „Hania czyta teraz Dzieciństwo Tołstoja – wzrok mój padł przypadkiem na str. 55 i z przerażeniem spostrzegłem, że Natalia Sawiszna wydobyła ze swego kuferka „w torebce (mam niejasne wrażenie, że w oryginale jest coś jak „tutka”) z czerwonego papieru dwa karmelki i jedno winne grono.” Dreszcz mnie przeszedł. Winnaja jagoda – to figa, Pawełku! Jak i skąd mogła Natalia Sawiszna przechowywać w kufrze winogrona, czy Ci to nie przyszło do głowy? Popraw w następnym wydaniu.” Nie pierwszy i nie ostatni raz natykamy się na pouczenia Iwaszkiewicza skierowane do młodszego kolegi po piórze. Czasami bywały to uwagi wręcz obcesowe, jak ta: „języka rosyjskiego nie znasz dobrze, złapałem Cię na niejednym niezrozumieniu tekstu w przekładach z Kuzmina, w każdym razie znasz gorzej ode mnie – przeto nie rób takich nieprzemyślanych uwag”. Hertz w każdym razie z pokorą wszystkie te uwagi przyjmował, a jeśli dotykał go belferski ton przyjaciela i literackiego mistrza, to w korespondencji nie dawał tego po sobie poznać. „Oczywiście to poprawię przed włączeniem tekstu do wydania zbiorowego Tołstoja” – odpisywał trzy dni później, dodając jednak zagadkowe: „dziękuję za figę, to prawie jak mapa w Meaulnesie.” Mapa w Meaulnesie?

czwartek, 27 października 2016

Galeria drezdeńska czyli o książkach w „Lalce”

Chciałem jakiś czas temu napisać o książkach w Lalce, ale okazało się, że temat ten już wyczerpująco omówił Jan Tomkowski w eseju Wokulski raz jeszcze, czyli w cieniu Don Kichota zamieszczonym w tomie Wojna książek. Biblioteka i historia literatury (Warszawa, 2013). Tomkowski zastanawia się jaką rolę pełnią książki w powieści Prusa, w jaki sposób, oraz co i po co czytają Wokulski, Izabela, Ochocki oraz Rzecki. Ten ostatni akurat nie dostarcza wiele materiału do rozważań, bo jeśli już czasami czyta, to tylko przed snem, wtedy kiedy dzień był udany i jedynie historię konsulatu i cesarstwa lub wycinki z gazet na temat wojny włoskiej 1858 roku. Rzecki czyta mało, ale za to, jak wiadomo, pisze. Natomiast spojrzenie na lektury pozostałych bohaterów przynosi nieco nowej wiedzy o nich, a także o tym, jak Prus postrzegał czytanie i jaka była, mówiąc ogólniej, kultura książki w jego czasach. Nie mogąc wiele dodać do rozważań Tomkowskiego, zrobię co innego. Próbujemy się maksymalnie przybliżyć do świata bohaterów Lalki, wyszukujemy i publikujemy w Internecie fotografie i ryciny przedstawiające prusowską Warszawę, śledzimy jakimi ulicami chodzili bohaterowie, jakie budynki mijali, gdzie mieszkali, gdzie jadali etc. Dołączę do tego procederu i przedstawię jedną z książek po jakie sięga w powieści Wokulski.

środa, 26 października 2016

Kruk

Jeszcze o inspiracjach literackich. Josh Jones z serwisu Open Culture opisuje jak udomowiony kruk Dickensa, który trafił na karty jednej z jego powieści, zafascynował Edgara Allana Poego i zainspirował do napisania słynnego poematu. Dickens był znany ze swego zamiłowania do zwierząt, miał ich wiele, a największą osobliwość wśród nich stanowił gadający kruk imieniem Grip. Był bardzo lubiany przez dzieci pisarza i ponoć to za ich namowami pisarz uczynił ptaka towarzyszem tytułowego bohatera dziejącej się w XVIII-wiecznym Londynie powieści Barnaby Rudge z 1841 roku. Grip wkrótce po opublikowaniu powieści zdechł, płacąc cenę za zgubny zwyczaj podjadania płatów farby ze ścian. Ale Dickens oswoił kolejnego kruka, którego również nazwał Gripem. Ów towarzyszył pisarzowi w półrocznej podróży po Stanach Zjednoczonych, odbytej z rodziną w 1842 roku. To wówczas Dickens spotkał się w Filadelfii z Poem, którego znał wcześniej z korespondencji. Poe recenzował dla “Graham’s Magazine” książki Dickensa, między innymi właśnie Barnaby Rudge, w której bardzo spodobała mu się postać kruka. Był ponoć zaskoczony faktem, że jej pierwowzorem jest autentyczny ptak z domowej menażerii Dickensa. Tak zakiełkowała fascynacja, z której miał się zrodzić opublikowany w 1845 roku poemat The Raven.

środa, 19 października 2016

Przypadek Mommsena

Literatura karmi się literaturą. Pisarze czerpią garściami od innych pisarzy, a ich wyobraźnię zasilają tyleż wspomnienia, obserwacje, przeżycia i doświadczenia własne, co przeczytane niegdyś książki. Wątki i postacie, obrazy, anegdoty, fabularne pomysły czy naukowe teorie trafiają w formie mniej lub bardziej przetworzonej do kolejnych książek. Czasem jest to forma zakamuflowana i niejawna, a wtedy odkrywanie śladów dawnej lektury w głębinach pisarskich imaginariów stanowić może źródło fascynujących przygód czytelniczych. Ich eseistyczne przetworzenie z kolei ujawnia nowe horyzonty interpretacyjne. Przykładem szkic Ludwika B. Grzeniewskiego o Lalce dowodzący, że postać Ludwika Stawskiego powstała z inspiracji wydaną właśnie i pilnie przez Prusa czytaną Zbrodnią i karą. Mistrzem takiego odkrywania jest Jan Gondowicz, który ukuł nawet na jego określanie arcytrafny termin „archeologia wyobraźni”. Czasem jednak ślad inspiracji jest zupełnie jawny, oczywisty i bezpośredni.

sobota, 15 października 2016

Haiku Orwella i zmiany klimatyczne

Wśród tekstów George’a Orwella na temat angielskiego charakteru narodowego są dwa szkice, w których autor chwali elementy angielskiej specyfiki mające wręcz przysłowiowo fatalną opinię: kuchnię i pogodę. Opinię, dodajmy, ugruntowaną od co najmniej dwóch stuleci, o czym zaświadczają choćby XIX-wieczne relacje naszych pisarzy-podróżników: Krystyna Lacha-Szyrmy czy Teodora T. Tripplina. Felieton W obronie angielskiej kuchni z 1945 roku stracił dużo na aktualności. Kuchnia angielska różni się dziś bowiem zasadniczo od tej, którą znał Orwell. Curry, czy kurczak po jamajsku są daniami tak samo brytyjskimi jak pudding z Yorkshire, czy jaja na bekonie. Z drugiej jednak strony zainteresowanie tradycyjnymi angielskimi potrawami stale wzrasta na fali rewolucji żywieniowej ostatniej dekady. Współcześni piewcy lokalności, sezonowości i odtwarzania dawnych tradycji ogrodniczych i kulinarnych podpisaliby się bez zastrzeżeń pod opinią Orwella o angielskich puddingach, zapiekankach, babeczkach, potrawach z jaj i ziemniaków, serach czy piwie. Jeśli chodzi natomiast o felieton zatytułowany „Podły” klimat to najlepszy klimat z 1947 roku, to nie zdezaktualizował się on wcale, a wręcz przeciwnie, w czasach zmian klimatycznych zyskał nowy wymiar.

piątek, 14 października 2016

Pałac Sztuki, 1925

W zbiorach Mazowieckiej Biblioteki Cyfrowej znalazłem wydany w 1925 roku katalog wystawy prac Konrada Krzyżanowskiego z warszawskiego antykwariatu Pałac Sztuki. Katalog zawiera spis 103 prac artysty, wśród których rozpoznać można kilka najbardziej znanych, np. „Babcia z wnuczkiem” z 1915 roku, przedstawiający malarza Bolesława Baake, o którym pisałem tutaj. Spis poprzedzony jest życiorysem Krzyżanowskiego oraz krótkim wstępem Mieczysława Tretera, autora pierwszej monografii nt. malarza, wydanej rok później. Krzyżanowski – pisze Treter – „należał do tej wielkiej europejskiej rodziny artystów typu romantycznego – w przeciwstawieniu do pseudo-klasycznych formalistów – których malarstwo zasadza się na żywem i gorącem tętnie serca, na twórczej potrzebie wyrazu, a nie na chłodnej jeno rachubie, na beznamiętnej kaligrafji linji o z góry obmyślonym schemacie. Uznawał, że wszystko trzeba znać i wiele w sztuce umieć, ale wyżej zawsze cenił prawdziwego twórcę, aniżeli poprawnego wirtuoza formy, którego duch oschły i oziębły na szczerą wielką „poiesis” – t.j. na żywą twórczość o cechach poezji – nigdy zdobyć się nie potrafi.”

środa, 5 października 2016

O listach Zofii i Kazimierza Moczarskich

W tomie korespondencji Zofii i Kazimierza Moczarskich, zatytułowanym Życie tak nas głupio rozłącza... Listy więzienne 1946-1956, wydanym niedawno przez „Więź” pod redakcją Anny Machcewicz znajduje się list, w którym Zofia Moczarska dzieli się z mężem refleksjami o przeczytanej właśnie książce, krótkim studium Mieczysława Tretera o Konradzie Krzyżanowskim z 1926 roku. „Wpadła mi do ręki – pisze Moczarska – książeczka Mieczysława Tretera o Konradzie Krzyżanowskim (z cyklu „Monografie artystyczne” nakładem Gebethnera i Wolffa). Nie wiedziałam, że prócz portretów „w dziesięciu tomach «Chimery» wiele jest winiet inicjałów Krzyżanowskiego, a nawet szereg japońskich drzeworytów, przerysowanych przez niego dla reprodukcji ich w litografii...”. Rok 1900 – walka dwóch światów: starego akademizmu z twórczym nowo pojmowanym subiektywizmem – o którym pisze Treter – nie przeszkodziła jednak Krzyżanowskiemu być twardym realistą: „Forma realistyczna, zasadzająca się na operowaniu światłem i barwnymi plamami, nie zaś wyrazistą, wytwornie prowadzoną linią, odpowiadała właśnie najlepiej jego dążeniom do ekspansji charakteru i życia” (Treter)...

piątek, 9 września 2016

Miasto czytelników i marzycieli

9 września 1960 roku Jerzy Stempowski pisał do Aleksandra Wata: „Serdecznie dziękuję za list w którym znajduję nowe argumenty na rzecz mojej admiracji dla Włoch. Czytelników nie brak tam, ale są ukryci dla oka. Wychodząc na corso odkładają książki. W mojej ulubionej Sulmonie czytelnictwo jest np. zdumiewające. Nawet właściciel starego hotelu, w którym mieszkałem, miał bibliotekę i wolne chwile spędzał na czytaniu. Wielkie zastępy ich muszą się też znajdować w Neapolu, gdzie ludzie na pozór nie dbają o pieniądze, jedzą mimochodem na ulicy i wracają do swoich mrocznych vicoli. Przechodząc dwa razy dziennie przez viale dei Tribunali, przyglądałem się z największą ciekawością jego mieszkańcom. Życia mego nie starczyłoby na zrozumienie ich osobliwej egzystencji. Wiem, że jest wśród nich wielu bardzo wykształconych, bo Neapol nazywa się nawet citta dei laureati. Mam wrażenie, że są to ostatni być może prawdziwi marzyciele…