piątek, 10 listopada 2017

La cigale

Kilka dni temu, z półki, na której trzymam książki z wczesnego dzieciństwa, wyciągnąłem broszurkę zawierającą bajkę Iwana Kryłowa Ważka i mrówka (Стрекоза и муравей) w przekładzie M. Dolińskiej, z ilustracjami A. Cwietkowa, wydaną w Moskwie w 1977 roku przez wydawnictwo Małysz. Pamiętam, że książki dla dzieci tego wydawnictwa, publikowane na przełomie lat 70. i 80. były w dużej obfitości dostępne w księgarniach. Mam ich w zbiorach kilkanaście. Popatrzyłem na pobazgraną kredkami i pogniecioną okładkę, z pewnym zawstydzeniem odnotowując, że jako czterolatek nie przejawiałem należytego szacunku dla słowa drukowanego. Ale na szczęście w środku książeczka nie nosiła śladów mego dziecięcego barbarzyństwa. Znalazłem tam obrazek przedstawiający ważkę brnącą przez pola wśród szarugi jesiennej, próbującą osłonić się przed zacinającym deszczem oklapłą stokrotką. Jak to sobie teraz mgliście przypominam, bardzo go lubiłem. „Nawet się nie obejrzała, już zima skrada się z wolna”...




Bajka Kryłowa pochodzi z 1808 roku i jest przeróbką bajki La Fontaine’a La cigale et la fourmi z połowy XVII wieku, tyle, że konika polnego zastąpił Kryłow ważką. W przypadku tego gatunku (literatury, nie fauny) było to praktyką powszechną i zwyczajną, żeby przypomnieć choćby Krasickiego, Trembeckiego czy Mickiewicza. Sam zresztą La Fontaine czerpał obficie z dorobku autorów starożytnych, głównie Ezopa. Konika polnego i mrówkę w tłumaczeniu Władysława Noskowskiego zaraz odnalazłem w pięknym piwowskim wydaniu bajek La Fontaine’a z 1955 roku. Na szczęście rysunki Grandville’a, którymi je zilustrowano wzorem oryginalnej edycji francuskiej z 1838 roku, nie noszą śladów mojej kredkowej interwencji. Wyjaśniła się przy tej okazji zagadka nurtująca mnie cztery dekady temu: dlaczego konik polny na rysunku Grandville’a jest ubrany w sukienkę i czepek. Otóż w języku francuskim owad ten jest rodzaju żeńskiego – la cigale (piękna nazwa). Tyle, że z entomologicznego punktu widzenia, jak się zaraz zorientowałem, jest to nieścisłość, bo la cigale to w zasadzie cykada, a nie, jak tłumaczy wiele słowników, konik polny (pasikonik), którego nazwa francuska z kolei brzmi la locuste




Nie będę się jednak zagłębiał w taksonomiczne zawiłości. Jak to w bajkach, wizerunki zwierząt oparte są na konwencjonalności i bardzo ogólnych przekonaniach, które tkwią głęboko w zasobach kulturowych ludzkości, lecz czasami nie mają wiele wspólnego z rzeczywistością. Obraz mrówki i pasikonika u La Fontaine’a doczekał się na przykład krytycznej tyrady znanego francuskiego przyrodnika, entomologa, pedagoga i autora poczytnych książek (tłumaczonych także u nas) Jean-Henri Fabre’a (1823-1915), który wytykał klasykowi, że „konik polny ginie pod koniec lata, nie może więc zimą nikogo prosić o pomoc. Ponadto robaczki i muszki nie należą do jego menu. Mrówka zimą zapada w sen i żadnych wizyt nie przyjmuje. Wbrew utartym poglądom, nie jest to pilne i pracowite stworzenie, lecz bezwzględny, żarłoczny rabuś. Ziaren nie zbiera, jak na istotę mięsożerną przystało”.

Wiadomo jednak, że w bajce chodzi przede wszystkim o morał. Ten można w przypadku Konika polnego i mrówki odczytywać dwojako, albo jako pochwałę zapobiegliwości i odpowiedzialności, albo potępienie braku miłosierdzia, czy mówiąc kategoriami współczesnymi – społecznej solidarności. Już u La Fontaine’a ta druga interpretacja bierze górę. Mrówka jest tu określana jako intérêt et principal („skąpa i nieużyta” w tłumaczeniu Noskowskiego) i „jest to najmniejsza jej wada”. Tę interpretację jeszcze dobitniej widać na ilustracji Gustave’a Doré z 1867 roku, gdzie, co ciekawe, owady zostały zastąpione dwiema postaciami kobiecymi. Skąd taki zabieg?

Gdy przyjrzymy się rysunkowi dostrzeżemy, że postawy reprezentowane w bajce przez konwencjonalne cechy zwierząt tu zostały oddane przez szereg atrybutów. Miotła, siekiera oraz solidnie zabezpieczona deszczułkami przed mrozem gałąź winorośli pnąca się po murze domostwa, świadczyć mają o dobrobycie oraz skrzętności i zapobiegliwości mrówki. Zestawione są one z bardzo skromnym, lichym i podziurawionym przyodziewkiem kobiety-pasikonika. Obraz opowiada dużo więcej. Można by się dłużej porozwodzić nad znaczeniem obecności dzieci, nad kontrastem w ujęciu urody obu kobiet – zauważmy niezwykłą delikatność rysów la cigale i brak (wbrew treści bajki) postawy pokornej uniżoności. Syte społeczeństwo mieszczańskie jest tu przeciwstawione wrażliwej, osamotnionej jednostce. Kluczowe jednak jest co innego. Otóż kobieta-mrówka robi na drutach. Doré – jak przekonują komentatorzy – chce tu bowiem nawiązać do ikonografii okresu rewolucji francuskiej i wizerunków kobiet (les tricoteuses), które obserwowały egzekucje pod gilotyną dziergając na drutach. Mamy więc wymowny obraz obojętności na cudze cierpienie, której towarzyszy satysfakcja i poczucie wyższości moralnej.

Gustave Doré, La cigale et la fourmi, 1867, źródło: Gallica

Wśród niezliczonych dwudziestowiecznych wersji bajki o koniku polnym i mrówce na uwagę zasługuje film animowany z 1912 roku w reżyserii Władysława Starewicza, rosyjskiego twórcy polskiego pochodzenia, pioniera tej dziedziny sztuki. Konik polny i mrówka (Стрекоза и муравей) jest ponoć pierwszą kukiełkową adaptacją utworu literackiego w historii kina. Zauważamy tu znaczącą różnicę w wizerunku jednego z bohaterów – konika polnego. Jest on w filmie typem zupełnie nieznośnym: pije za trzech, awanturuje się, protekcjonalnie odpycha mrówkę kijem, a gdy przygniata ją gałąź, zamiast pomóc, przygrywa jej na skrzypcach. Jakże to inny wizerunek od la cigale sportretowanej przez Doré’go! Starewicz kierował się zapewne głównie względami technicznymi, wynikającą z wymogów samego medium koniecznością wzmożenia ekspresji i oddania ruchu postaci. Pijany, awanturujący się konik polny sprawdził się tu znakomicie. Zupełnie mimochodem jednak zniuansowało to interpretację przesłania moralnego bajki, wskazując jak gest solidarności bywa trudny. Tym większa jednak, dodajmy, jego wartość.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz