piątek, 9 lutego 2018

Zakupy w antykwariacie. Odcinek 324

Z powodu ograniczeń przestrzennych, muszę sobie wizyty w antykwariatach dawkować niczym dzieciak z lat osiemdziesiątych paczkę donaldówek. Dlatego, gdy pod koniec grudnia udałem się do jednego z warszawskich antykwariatów, miałem bardzo konkretny zamiar zakupienia tylko dwóch książek, które wcześniej znalazłem w internecie. Był to tom wspomnień o Józefie Czechowiczu wydany w Lublinie w 1971 roku oraz oryginalne wydanie poematu Edwarda Słońskiego Na gwiezdnym szlaku z 1927 roku. Obie związane są z tematyką mojego bloga. O Słońskim pisałem już kilka razy, najobszerniej tutaj. W tomie o Czechowiczu natomiast znalazłem wspomnienie Witolda Chomicza, malarza i grafika, o którym z kolei pisałem tutaj.


Według Andrzeja Romanowskiego, autora biogramu Słońskiego w PSB, poemat Na gwiezdnym szlaku był pierwszą w polskiej poezji pochwałą lotnictwa. Wyrażoną, przyznajmy, przy użyciu rymów dość częstochowskich, jak: „krzynę – maszynę”, „żołnierzy – pacierzy”, „miały –skały – latały”, „chwyta – kopyta”, „nisko – lotnisko” albo „potu – lotu”. Słońskiego ominęły wszelkie awangardowe pokusy i w początku lat dwudziestych pisał dalej w manierze postromantyczno-młodopolsko-asnykowskiej, w której powstały jego najbardziej znane wiersze z przełomu wieków. I nie chodzi tu tylko o rymy, ale też skłonność do posługiwania się określoną poetyką i symboliką. Zresztą poemat Na gwiezdnym szlaku był skierowany również do dzieci i młodzieży, i miał wymiar edukacyjno-wychowawczy, a w tym gatunku pewne konwencje pozostały niezmienne jeszcze przez długie dekady.



Słoński, warszawski bon vivant, gwiazda cyganerii, przyjaciel Miriama-Przesmyckiego i Konrada Krzyżanowskiego, był też starym konspiratorem i socjalistą, dlatego nie przypadkiem awans społeczny jest istotnym motywem tego utworu. Jego bohater to niejaki Hołoda, prosty chłopak ze wsi, „z chłopskiej chaty pod lasem, nie szlacheckiej zagrody”, marzący o samolotach i lataniu. Częściowo dzięki przypadkowi, albo, jak kto woli, przeznaczeniu, częściowo zaś dzięki ciężkiej pracy i poświęceniu, udaje mu się to marzenie spełnić i zostaje pilotem.

To jednak tylko jeden z wymiarów utworu. Jak na wiersz mający stanowić pochwałę lotnictwa zaskakująco niewiele się tu mówi o samolotach i pilotowaniu, niewiele o fascynacji techniką, za to dużo mamy snów i widziadeł. W ostatnich kilku zwrotkach lot Hołody zamienia się zupełnie w jakąś fantazyjną podróż do księżyca, gdzie pojawiają się aniołowie i wizje z dzieciństwa. W gruncie rzeczy bowiem jest to poemat o podróży, która każdego z nas, prędzej czy później czeka, a Słoński gdy go pisał, musiał już zapewne tę podróż przeczuwać. Poemat został wydany rok po jego śmierci.

Znajdziemy tu charakterystyczne dla twórczości poety motywy: podziw dla wojska i patriotycznego czynu, doświadczenia wojny i odzyskania niepodległości, echa legendy ułańskiej i legionowej. Są też autocytaty z dawniejszej twórczości Słońskiego: „kwitnie skromnie rozmaryn / biegnie konik cisawy”. Mamy też obrazek zdradzający zawód poety, któremu zawdzięczał przezwisko „dekadentysty”. Hołoda w pewnym momencie zostaje zatrudniony przy sprzątaniu hangaru i czytamy, że: „jego to pracy / sukces był oczywisty / że ten hangar wyglądał / niczym salon dentysty”. Jest też w poemacie kilka ciepłych słów o Warszawie, chociaż przed przytłaczającym zgiełkiem miasta Hołoda ucieka, oraz liryczne zwrotki, które przywodzą na myśl czytanki z dzieciństwa.

W dymach wiosny błękitnych,
W złotym smętku jesieni
Żuraw skrzypiał pod oknem,
Świerszcz ukryty grał w sieni.

Dużym walorem tej niewielkiej książeczki jest jej opracowanie graficzne. Autorem projektu okładki oraz ilustracji w tekście jest Kamil Mackiewicz (1886-1931), polski grafik, karykaturzysta oraz ilustrator, najbardziej chyba znany jako twórca plakatu „Hej kto Polak na bagnety!” z okresu wojny polsko-bolszewickiej, oraz autor (wspólnie ze Stanisławem Wasylewskim) historyjki obrazkowej Przygody Szalonego Grzesia (Lwów, 1919) uważanej za pierwszy polski komiks.





Graficzny aspekt, wbrew wszelkim oczekiwaniom, okazał się również znaczący w przypadku drugiej z zakupionych przeze mnie książek: Spotkań z Czechowiczem, w opracowaniu Seweryna Pollaka (Lublin, 1971), będącej solidnie wydanym zbiorem wspomnień o poecie. Otóż poprzedni właściciel i czytelnik pozostawił w niej ślady bardzo intensywnej lektury – niezliczone podkreślenia, wyszukane symbole graficzne oraz notatki, wykonane (na szczęście) ołówkiem. W pierwszej chwili się tym nie przejąłem, ale później, przeglądając książkę, poczułem pewien estetyczny niesmak i zirytowany chciałem nawet pomazaną książkę zwrócić. Jednak im dłużej się przyglądałem tym ołówkowym esom-floresom, im wnikliwiej wczytywałem się w te bazgroły, tym bardziej byłem zaintrygowany. Zdałem sobie bowiem sprawę, że mogę potraktować tę książkę jak „studium przypadku” z dziedziny, którą bibliotekarz Earle Havens nazwał „archeologią czytania”.

Havens, pracując jako kustosz starodruków w dużych bibliotekach amerykańskich zainteresował się glosami i notatkami dopisywanymi przez właścicieli i czytelników na marginesach starych książek. Studiując je wpadł na pomysł systematycznego, obiektywnego, ujętego w naukowe ramy ich zbadania i stworzył projekt, który nazwał właśnie „archeologią czytania” (Archeology of Reading). Jego celem jest interpretacja dawnych sposobów lektury, wgląd w czytelnicze zwyczaje, a w szerszej perspektywie, poznawanie sposobów myślenia i zdobywania wiedzy, zainteresowań i horyzontów intelektualnych czytelników dawnych epok. Do prezentacji swego projektu Havens używa nowoczesnych i modnych terminów, jak „mapy myśli”, porównuje „personalizowanie” książek za pomocą notatek do kreowania kont na Facebooku albo wpisów na blogu. Nie mając oczywiście tak szeroko zakrojonych ambicji spróbuję tylko przez chwilę spojrzeć okiem „archeologa czytania” na zakupiony w „Kwadrydze” egzemplarz Spotkań z Czechowiczem.



Na początek uporządkujmy kwestię graficznego kształtu tych zapisków. Pierwsza kategoria poczynionych przez czytelnika oznaczeń, to zwykłe podkreślenia – pojedynczych wyrazów, zwrotów lub całych zdań oraz zakreślenia akapitów wykonane na marginesie. Podkreślenia te są czasami wzmacniane podwójną linią, czasem zygzakowatym szlaczkiem. Druga kategoria to notatki wykonane na marginesach książki – począwszy od najprostszych komunikatów: „tak” lub „nie”, czasem w wersji wzmocnionej podwojeniem („tak, tak”) lub wykrzyknikiem, przez bardziej złożone zwroty wyrażające albo dezaprobatę dla myśli zawartych w podkreślonych fragmentach: „to nie przekonuje mnie”, czy dosadniejsze: „bzdura”, albo też pochwałę: „dobre”, „też tak uważam” czy też: „to prawda”, po całe zdania, stanowiące komentarz własny do danego fragmentu tekstu. Trzecia kategoria to abstrakcyjne rysunki wykonane na marginesach, rozmaite, mniej lub bardziej rozbudowane, formy geometryczne towarzyszące z reguły podkreśleniom (czasem bardzo intensywnym) w tekście.

Co możemy powiedzieć o czytelniku na podstawie tych notatek, nie zagłębiając się oczywiście w zagadnienia grafologiczne i psychologiczne? Po pierwsze to mężczyzna. Po drugie czytelnik bardzo dokładny i systematyczny, który nawet zakończenie lektury oznaczył datą i godziną: „przecz. 9 IX 72., godz. 17.22”. W pierwszej chwili wziąłem to za rodzaj dziwactwa, ale potem się zorientowałem, że data jest nieprzypadkowa. Otóż to rocznica śmierci Czechowicza, który właśnie 9 września 1939 roku zginął w Lublinie w czasie bombardowania miasta. Czytelnik przywiązywał więc zapewne wagę do symboli i magii liczb.

Po trzecie, bez wszelkiej wątpliwości, jest to wielki miłośnik poezji, może nawet, jak z kilku uwag można wnosić, sam zajmujący się poezją i postrzegający siebie jako poetę. „Ani dnia bez wierszy” – zapisał na marginesie wspomnienia Stefana Flukowskiego, co może oznaczać zarówno lekturę, jak i pracę nad własnymi utworami, a także, odczytując rzecz bardziej metaforycznie i uniwersalnie, jako postulat (piękny) życia wypełnionego poezją. Na marginesie uwagi Andrzeja Kossa o tym, że Czechowicz z dużym trudem pracował nad swymi utworami i ostatnia wersja wiersza często nie przypominała w niczym pierwotnej, czytelnik zapisał: „U mnie też pierwszy maszynopis odbiega od ostatecznej wersji”.

Przy cytatach z wierszy pojawiają się dopiski w rodzaju: „złe”, „też złe”, „słabe”, albo częściej: „cudne”, „tak!”. Dokładne zestawienie i usystematyzowanie ich wszystkich, dałoby nam zapewne, zgodnie z założeniami „archeologii czytania” obraz upodobań czytelnika co do stylu i poetyki. Czasem taka analiza jest jednak niepotrzebna, bo obraz taki mamy podany bezpośrednio. W tekście Ewy Szelburg-Zarembiny czytelnik podkreślił kilka zdań i słów, które wydały mu się niezgrabne stylistycznie i dopisał dużo większymi niż zwykle literami: „cholera, co za epileptyczny styl, straszne!” Często znajdujemy też drobne korekty wierszy, zaznaczenia sylab, przeniesienia wyrazów, jakby czytelnik próbował poprawiać poetę, albo czytał sobie na głos, analizując frazy, rozkładając akcenty. O dokładności lektury cytowanych w tekstach wierszy świadczą też korekty znalezionych w tekście literówek (nielicznych, jak na solidne edytorstwo z dawnych lat przystało).

Przywoływane kilkakrotnie w różnych tekstach z tego tomu wersy Czechowicza: „Od żywota pustego bez muzyki bez pieśni / Chroń nas” są za każdym razem podkreślone kilkakrotnie. Raz obok nich znajduje się dopisek: „cudne!, cudne!”, innym razem opatrzone są dodatkowo dopiskiem: „jest to jedna z najpiękniejszych linijek w poezji świata”. Zauważyłem też, że zaznaczone i odnotowane skrupulatnie w różnych tekstach są liczne odniesienia do związków poezji z muzyką. Czytelnik przedkładał najwyraźniej muzyczność poezji nad pikturalizm.

Znajdziemy również sporo uwag i podkreśleń fragmentów o charakterze teoretyczno- i historycznoliterackim. Można by z nich ułożyć antologię pokazującą poglądy czytelnika na te zagadnienia, a do tego mającą pewien samodzielny walor poznawczy. Na przykład przy następującym zdaniu Czechowicza z rozmowy z Janem Śpiewakiem: „Lęk przed nawrotem „młodopolszczyzny” skojarzył się u naszych poetów współczesnych z lękiem przed symbolem. W rezultacie poezja rozbroiła się niepotrzebnie, tracąc jedną z solidniejszych broni”, jest dopisek: „I ja tak myślę”. Albo gdy poeta Stanisław Piętak w swym wspomnieniu o Czechowiczu pisze, że nie lubi w jego poezji „patyny stylizacyjnej, pewnej czułostkowości i ustawicznych chęci do zaśpiewów, do melodii na ludową nutę”, czytelnik cierpko zauważa: „tego właściwie, co najwartościowsze”.

Poetyckie inklinacje widać też w uwagach dość luźno związanych z podkreślonymi fragmentami. Na przykład przy zdaniu: „Nieraz po prostu trudno dociec, dlaczego w niejednym utworze ziemia wygląda jak pejzaż wulkaniczny, albo okolica rozdarta gwałtownym wybuchem wewnętrznym” jest dopisek: „burzy albo trwogi”. Czasami też uwagi takie (np. „metafizyczny pęd w nieznane”) są swobodnie dopisane na marginesach, już zupełnie bez ściślejszego związku z tekstem.

Obok zagadnień związanych z poezją i literaturą czytelnik zakreśla fragmenty i czyni uwagi o charakterze ogólnym. Na przykład w szkicu Alfreda Łaszowskiego Czechowicza filozofia sztuki zostało podkreślone zdanie „Historia nie jest procesem rządzącym się prawami logiki”, dopisek zaś brzmi: „Nie mam zaufania do historii w ogóle. To nie jest nauka. To zbiór tendencyjnych kłamstw.” Przy uwadze, że Czechowicz „nienawidził minimalizmu w dziedzinie teorii poznania” znajduje się dopisek: „Ja też”. Z kolei w tekście Jana Bolesława Ożoga Czechowicz o autentyzmie, do uwagi: „[Sprawy sztuki] są skomplikowane przynajmniej tak samo jak sprawy filozofii i religii” dopisany jest komentarz: „bardziej!”.

Wreszcie są uwagi, które mają wyraźnie osobisty charakter. W tym momencie całe to trochę dotąd z przymrużeniem oka wykonywane ćwiczenie z „archeologii czytania”, nabrało dla mnie pewnej powagi. Zdałem sobie bowiem sprawę, że czytając tak mocno „spersonalizowaną” książkę, wkraczam w obszar czyjejś prywatności, jakbym czytał dziennik intymny, zapiski prywatne, nie przeznaczone przecież do publikacji. Co powiedzieć o sytuacji gdy fragmenty tekstu dotyczące spraw granicznych: kompleksów, lęków, problemów psychicznych, śmierci są, tak jak w tym przypadku, przez czytelnika intensywnie podkreślone, uwypuklone i wyróżnione graficznie? Zastanawiamy się wówczas, na ile traktował je on jako wzbogacające swą wiedzę o twórcy, o którym czytał, a na ile odnosił je do siebie samego. Wątpliwości te nachodzą jeszcze bardziej w przypadkach, gdy znajdujemy uwagi i zapiski już w zupełnie bezpośredni sposób będące osobistymi zwierzeniami, na przykład gdy w tekście Seweryna Pollaka, Poeta i mit, zdanie: „Czechowicz, zawsze samotny, coraz silniej zaczyna odczuwać swoją samotność wśród przerażającego świata” jest podkreślone, a dopisek brzmi: „Ja także zawsze samotny, nawet pośród radości wśród bliźnich”.

Tutaj zatem, ten mój case study z dziedziny „archeologii czytania” zakończę, choć materiał jest naprawdę obfity i można by go jeszcze długo porządkować, omawiać i analizować. Jaka jest użyteczność tej metody? Dla badań nad dawnymi wiekami z pewnością ogromna. Wydaje mi się też, że w przypadku mojego egzemplarza książki o Czechowiczu wnikliwa lektura poprzedniego czytelnika i jej graficzne ślady, w jakiś sposób wzbogaciły tekst, skierowały moją uwagę na istotne czy interesujące fragmenty, warte baczniejszego namysłu czy odnotowania. Osobiście nie mażę po książkach, nie robię uwag na marginesach, nie podkreślam. Może dlatego, że zawsze czytam z notesem pod ręką. Nie wiem też, czy teraz zmienię nawyki. Na pewno wiem natomiast, że nie będę już unikał kupowania w antykwariatach książek pomazanych, opatrzonych podkreśleniami, uwagami, notatkami czy rysunkami.

Skończ. 7 II 2018, g. 17.02.

* * *

Edward Słoński, Na gwiezdnym szlaku, Wydawnictwo Ligi Obrony Powietrznej Państwa. Nakład i druk Zakładów Wydawniczych M. Arct w Warszawie, 1927. Projekt okładki i ilustracje Kamil Mackiewicz.

Spotkania z Czechowiczem.Wspomnienia i szkice, zebrał i oprac. Seweryn Pollak, Wydawnictwo Lubelskie, Lublin, 1971.

Wywiad Grzegorza Jankowicza z Earle Havensem Archeologia czytania ukazał się w „Tygodniku Powszechnym” (dostęp tutaj), później został też włączony do zbioru Życie na poczytaniu. Rozmowy o literaturze i reszcie świata, Książkowe Klimaty, Wrocław, 2017.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz