sobota, 7 grudnia 2013

„Biblioteka Pstrykońska”

„Biblioteka Pstrykońska”, w ramach której ukazały się trzy bibliofilskie broszurki, powołana została do życia w 1924 roku przez dwóch przyjaciół: Jerzego Stempowskiego, pisarza, wybitnego eseistę oraz Henryka Józewskiego, polityka, konspiratora i malarza. Ich znajomość datuje się od wczesnych lat dwudziestych. Poznali się najpewniej za sprawą ojca Jerzego Stempowskiego, Stanisława, ziemianina, masona i działacza społecznego z którym Józewski współpracował w rządzie ukraińskim Semena Petlury w 1920 roku. Dla Józewskiego był on drugim obok Piłsudskiego ważnym mentorem politycznym, ale także serdecznym przyjacielem. Nazywał go ojcem, albo z rosyjska „papą”. „Był on moim wielkim i bliskim przyjacielem. – wspominał Józewski po latach – Jego udział w przygodzie mojego życia był wyjątkowy i niezwykły. On właśnie odsłonił przede mną prawdę powstawania i tworzenia się rodziny z napotykanych w życiu ludzi”. Pochodząca z około 1920 roku fotografia przedstawia Stanisława Stempowskiego, który serdecznym gestem obejmuje Józewskiego i jego żonę Julię. W 1923 roku Stanisław Stempowski już po rozejściu z żoną Marią wynajmował przez krótki czas wspólnie z Józewskimi mieszkanie w Warszawie. Zapewne wówczas Henryk Józewski i Jerzy Stempowski poznali się bliżej i zaprzyjaźnili. Maria Dąbrowska, od 1924 roku związana ze Stanisławem Stempowskim, wspomina o nich w swych dziennikach jako o „dwu ślicznych bęcwałach”.


Obaj byli w tamtym okresie u progu kariery i obaj niezbyt wiedzieli w jakim kierunku ma się ona potoczyć. Józewski (ur. 1892) wahał się pomiędzy działalnością polityczną i artystyczną. Miał za sobą bohaterski okres działalności konspiracyjnej w POW w Kijowie w latach I wojny światowej i rewolucji bolszewickiej, a później udział w rządzie Ukraińskiej Republiki Ludowej Semena Petlury na stanowisku wiceministra spraw wewnętrznych. Równocześnie w 1917 roku w Kijowie debiutował jako malarz wystawiając w tamtejszym Salon d’Art kilka swych obrazów, a także projektując scenografie teatralne. Po opuszczeniu Kijowa i przyjeździe do Warszawy w 1920 roku pragnął kontynuować pracę jako scenograf, ale plany te pokrzyżowała wojna polsko-bolszewicka, w czasie której na osobiste polecenie Piłsudskiego zajął się organizowaniem konspiracji na wypadek okupacji miasta przez bolszewików. W 1923 roku jako jeden z kilku tysięcy polskich osadników wojskowych trafił na Wołyń.

Henryk Józewski z żoną Julią i Stanisławem Stempowskim, ok. 1920

Jerzy Stempowski (ur. 1893) od 1913 roku przebywał za granicą, studiował w Monachium oraz w Szwajcarii. W czasie wojny pracował krótko w poselstwie tureckim w Bernie, a później również przez krótki czas w przedstawicielstwie polskim. Do kraju powrócił w sierpniu 1919 roku z mglistym zamysłem podjęcia stałej pracy w dyplomacji. Od końca 1920 roku był referentem w departamencie informacji MSZ i podróżował do Europy Zachodniej jako obserwator prac Ligi Narodów w Genewie. Wielce rozczarowany pracą urzędniczą rozstał się z MSZ w 1923 roku i został korespondentem Polskiej Agencji Telegraficznej (PAT) w Berlinie.

Jerzy Stempowski, ok. 1920

Józewskiego i Stempowskiego łączyło wiele spraw: kresowe pochodzenie, zainteresowanie zagadnieniami narodowościowymi oraz przychylność dla ukraińskich aspiracji niepodległościowych, krytyczny stosunek do polskiej rzeczywistości pierwszych lat niepodległości, rozległe zainteresowania filozoficzno-artystyczne i pewne ambicje w tym zakresie, a także liberalne poglądy i przywiązanie do tradycji oświeceniowych oraz wolnomyślicielskich. Nic więc dziwnego, że w jakimś momencie pojawił się projekt wspólnego działania intelektualno-artystycznego.

Pomysł „Biblioteki Pstrokońskiej” narodził się zapewne w opuszczonym klasztorze nad rzeką Horyń na Wołyniu, gdzie w Narutowiczach pod Wiśniowcem Józewski jako osadnik wojskowy zaczął w 1923 roku zagospodarowywać swą działkę. Częściowo dla zabawy, częściowo dla realizacji ambicji artystycznych w okresie, który obaj odczuwali jako przejściowy Józewski i Stempowski założyli tam wraz z Władysławem Korsakiem, również piłsudczykiem i masonem, późniejszym wojewodą stanisławowskim i kieleckim, oraz  wiceministrem spraw wewnętrznych, bractwo czy też zakon artystyczno-duchowy pod nazwą „Pstry Koń” i przybrali zakonne imiona „brat Hubert” (Józewski) i „brat Serafin” (Stempowski).

Geneza nazwy jest nieznana, możemy na jej temat jedynie snuć domysły, najpewniej stał za nią zupełny przypadek. Tytułem dygresji jedynie warto wspomnieć o pewnym śladzie plastycznej obecności motywu konika-zabawki, który znajdujemy na wspomnianej fotografii z ok. 1920 roku, przedstawiającej Stanisława Stempowskiego oraz Józewskiego z żoną. Siedzą oni na tle ściany z obrazami, z których aż trzy przedstawiają zabawkę, właśnie konia na biegunach. Być może są to obrazy Józewskiego? Nie dowiemy się tego, gdyż poza „Biblioteką Pstrykońską” wszystkie jego przedwojenne prace zaginęły. Tak czy inaczej tytuł „Pstry Koń” wpisywał się w pewną tradycję nazw przedsięwzięć słowno-rysunkowych (np. kabaret „Zielony Balonik”, teatrzyk „Zielona Gęś”). Projekt Józewskiego i Stempowskiego nie był wprawdzie jak one w zamierzeniu kabaretowo-satyryczny, ale miał swój silny rys prześmiewczo-krytyczny. W wyborze nazwy przejawiała się też charakterystyczna dla Jerzego Stempowskiego niechęć do pompy i parady. W jednym z pierwszych listów do Jerzego Giedroycia, z listopada 1947 roku, wyrażając swe wątpliwości, co do tytułu wydawanego przez adresata czasopisma proponował w zamian tytuły takie jak: „Listy na Berdyczów”, „Zeszyty Ostrobramskie”, „Orzeł i Reszka”, „Argonauci”, czy „Klub 13tu”. Na szczęście redaktor paryskiej „Kultury” tych porad nie posłuchał...

W każdym razie takie towarzysko-intelektualno-artystyczne konfiguracje jak „Pstry Koń” były wówczas popularne wśród młodych inteligentów. Nawiązywały one trochę do zaborowej jeszcze tradycji kółek samokształceniowych (filomaci, czy wileńskie Towarzystwo Szubrawców), a trochę do tradycji masońskiej (obaj Stempowscy byli zresztą masonami, a Stanisław pełnił w polskiej masonerii najwyższe funkcje).

W niepublikowanym liście do Stanisława Stempowskiego z początku 1924 roku roztoczył Józewski swą wizję „zakonu Pstrego Konia w dolinie Horynia”: „Najbliższe towarzystwo – pisał – miałoby w każdej chwili piękne mieszkanie na łonie przyrody, w ciszy, pod łukowymi sklepieniami, każdy o innej porze roku mógłby obiektywizować się, wypoczywać, i spędzać czas w otoczeniu braci pstrykońskich (a nawet i sióstr). W końcu dodaję, ze impreza ta kosztowałaby jakieś sto złotych za jedną celę rocznie, życie dobre i tanie, zresztą całą stronę gospodarczą wziąłbym na siebie, jako, że posiadam kuchnię i służącą. Każdy mógłby mieć osobną celę i pędzić żywot niezależny.”

Nie wiemy czy wizja ta zrealizowała się choćby przez chwilę. O działalności bractwa „Pstrego Konia” nie mamy żadnych przekazów ani wspomnień. Nie mogła być ona jednak szczególnie aktywna i raczej pozostała w sferze projektów, gdyż pobyty Jerzego Stempowskiego na Wołyniu były bardzo rzadkie z racji jego zatrudnienia jako korespondenta PAT w Berlinie. W każdym razie jedynym widomym świadectwem istnienia bractwa stała się „Biblioteka Pstrykońska”.

Jej zamysł był ambitny i towarzyszył mu spory entuzjazm autorów. W liście do matki wysłanym z Berlina 26 marca 1924 roku Jerzy Stempowski pisał: „Z panem Henrykiem i Tusiem [tak w rodzinie był nazywany Stanisław Stempowski] założyliśmy wydawnictwo, w którym ukazał się na pierwszy ogień Pielgrzym, ilustrowany przez p. Henryka, a w najbliższym czasie ukażą się jeszcze dwa zeszyty utworów graficzno-literackich p. Henryka, mój nowy utwór pt. Profesor Ekstremizmu i jeszcze kilka różnych rzeczy. Do lata spodziewamy się lansować nasze wydawnictwo na szerokie wody, a na jesień wystąpić już jako nowa potencja spirytualna na śmietniku warszawskim, gdzie zapieliśmy niby koguty.” (List do matki, Berlin, 26 III 1924).

Zaś Józewski w liście z 22/11/1924 roku pisał do Stanisława Stempowskiego: „O Pstrym Koniu myślę ciągle, mam jak największe ambicje w tym kierunku, pisałem nawet o tym list do Gracjana. [przydomek jakim przyjaciele obdarzyli Jerzego Stempowskiego z racji jego zamiłowania do twórczości Baltazara Graciana]. M.in. poinformowałem go, że Profesora wydamy zaraz po moim przyjeździe do Warszawy. Ze swej strony chcę przygotować parę rzeczy dla „Biblioteki Pstrykońskiej”. Nieśmiało podnoszę wzrok na Ojca dostojną postać… wydajemy numer o Rosji! – tak jak o tym mówiliśmy”.

Wbrew temu optymizmowi ani wspomniane utwory Stempowskiego, które znamy tylko z tytułów: Profesor Ekstremizmu (czy też Profesor) i Pozdrowienie Jołłopa, ani numer o Rosji, o którym pisał Józewski, nie zostały wydane. Z zaplanowanych tomów, w ramach „Biblioteki Pstrykońskiej”, w druku okazały się tylko trzy książeczki.



Pielgrzym

Pierwszą z nich był Pielgrzym (wrażenie z pobytu w Holandii i Niemczech zimą 1923/24 r.) autorstwa Jerzego Stempowskiego, podpisany pseudonimem „brat Serafin”. O książeczce tej, datowanej na 1924 rok mówi się, że stanowi debiut eseistyczny Stempowskiego. W rzeczywistości zamieszczony w niej tekst został już kilka miesięcy wcześniej opublikowany w dwu częściach w czasopiśmie „Droga” (1923 nr 9, 1924 nr 1-2) pod pseudonimem Jer. Kow. I to był właściwy debiut literacki Jerzego Stempowskiego, jeśli nie liczyć jeszcze o kilka miesięcy wcześniejszego, w tymże miesięczniku „Droga” 1923 (nr 8) opublikowanego tekstu zatytułowanego Z notatek emigranta, który z fragmentów listów syna ułożył Stanisław Stempowski i podał druku jako Kaz. Bień. W każdym razie wydany jako pierwszy tom „Biblioteki Pstrokońskiej” Pielgrzym był pierwszą publikacją eseisty w formie książkowej.



Ten niewielki, liczący 30 stron tomik został wydrukowany w 95 numerowanych egzemplarzach w Tłoczni Instytutu Głuchoniemych i Ociemniałych w Warszawie i zawierał oprócz tekstu kilka drobnych litografii Henryka Józewskiego („brata Huberta”), które stanowiły przerywniki w tekście, a także dwa satyryczno-groteskowe rysunki odręczne jego autorstwa, umieszczone między stronami 16 a 17 oraz na końcu, za stroną 30.

Pielgrzym składa się z kilku dość luźno związanych ze sobą fragmentów, w których zacierają się gatunkowe granice eseju, reportażu i dziennika z podróży. Ta mieszanka stanie się znakiem rozpoznawczym całej późniejszej twórczości Stempowskiego.

Czytelnicy przyzwyczajeni do jego wizerunku z lat powojennych oraz do obrazu, który nakreślili jego współcześni badacze i admiratorzy: statecznego staroświeckiego pana, który ze spokojem i melancholią obserwuje i komentuje otaczający go świat odwołując się ze swobodą do wytworów kulturowych dwóch tysięcy lat europejskiej tradycji, mogą być zaskoczeni lekturą debiutu artystycznego eseisty. W istocie bowiem Pielgrzym jest napisanym w poetyce ekspresjonistycznej, pełnym pasji oraz dosadnych określeń antyburżuazyjnym pamfletem na cywilizację kapitalizmu z jej kultem pieniądza i konsumpcji, z jej deprawującym wpływem na jednostkę, z jej pędem do wojny i zniszczenia.
„Przymusowa konsumpcja bogactw – pisze Stempowski – jest głównym zajęciem ludności. Ona to podtrzymuje większą część ruchu ulicznego. Jest ona czymś w rodzaju robót przymusowych, odbywających się odtąd nie pod pałką kaprala, lecz przy pomocy przymusu nierównie subtelniejszego. (…) Przymus pieniężny jest natarczywy, brutalny jak feldfebel, nieznoszący zwłoki. Wszelki opór jest łamany bez litości i bez surowości, mechanicznie, niby przy pomocy walca do łamania kości albo znakomitej maszyny do obierania z mózgu – (la machine à décerveler)”.
Ukazane w Pielgrzymie obrazy powojennego Berlina pogrążonego w „otchłani, na której dnie nędza, głód i śmierć, popycha znużony tłum, bodzie ostrogami upadających na siłach, kulawych, niewidomych, anemicznych, którzy wstają i śpieszą”; obrazy żebraków oraz „galonowanych głupców” i „małych Nabuchodonozorów w tużurkach” u władzy, obrazy „dna nędzy i rozpaczy, na której widok samo słońce zdaje się czernieć” przywołują na myśl antyutopijne wizje Huxleya.

Stempowski z Pielgrzyma odwiedzający Amsterdam to nie subtelny eseista podziwiający światło na płótnach holenderskich mistrzów, ale reportażysta dający obraz pulsującego życiem portu, symbolu i ucieleśnienia kapitalizmu.


Henryk Józewski, ilustracje do Pielgrzyma

Pielgrzymie odnajdujemy niepokój wczesnych lat dwudziestych wypełnionych problemami gospodarczymi, inflacją, biedą, napięciami politycznymi, walkami partyjnymi i idącą za nimi niebywałą radykalizacją nastrojów społecznych i politycznych, której efektem były wkrótce narodziny faszyzmu i kolejna wojna. Stempowski przewidywał, że rozczarowanie rzeczywistością powojenną może popchnąć młodzież w objęcia „złych proroków”, którzy ją wykorzystają do „chuligaństwa politycznego”. Nie wierzył jednak jeszcze – jakże błędnie – by młodzież dała im się uwieźć. Już wkrótce nie będzie miał tych złudzeń i porzuci „pielgrzymowanie do lepszych czasów”, a nastroje katastroficzne, już zresztą obecne w Pielgrzymie, zdominują jego twórczość na długie lata.

Debiut Stempowskiego zaskakuje dojrzałością, wielowymiarowością ujęcia i siłą wyrazu. Jednocześnie lektura jego pozwala na spojrzenie w o wiele szerszym świetle na całą późniejszą twórczość eseisty. Sam Stempowski jednak po latach odnosił się do tego tekstu z dystansem. Przy okazji planów wydania jego pism w Czytelniku na fali popaździernikowej odwilży, pisał w liście do Marii Dąbrowskiej z 23 stycznia 1959 roku: „Najdłużej namyślałem się nad Pielgrzymem, który jest moją pierwszą próbą pióra mało podobną do wszystkiego, co napisałem później. Z racji tego małego podobieństwa powinienem był go odrzucić, ale pomyślawszy o Henryku rozrzewniłem się i zostawiłem tego egzotycznego Pielgrzyma”.

Hamlet

Drugi tom „Biblioteki Pstrykońskiej”, zatytułowany Hamlet : słowo i pomysły sceniczne B. Huberta był w całości dziełem Józewskiego. Wydrukowany w nakładzie 120 numerowanych egzemplarzy składał się z 3 stron tekstu oraz 10 nieponumerowanych stron zawierających autolitografie przedstawiające projekty inscenizacji do poszczególnych scen Hamleta.



Nie była to pierwsza przygoda Józewskiego z teatrem. Jeszcze w latach kijowskich zadebiutował jako scenograf w eksperymentalnym teatrze Stanisławy Wysockiej „Studya” przygotowując projekty inscenizacji do Świerszcza za kominem Dickensa, oraz do Balladyny. O tym ostatnim spektaklu wspominał Jarosław Iwaszkiewicz, rówieśnik Józewskiego, wówczas również mieszkający w Kijowie i próbujący swych sił w aktorstwie.
Balladyna – pisze Iwaszkiewicz – szła w dekoracjach Henryka Józewskiego, których techniczne wykonanie powierzono Feliksowi Krassowskiemu. Dekoracja zakładała jedno tło w głębi – las czy zamek, na boku kotary, na scenie niewielka część rekwizytów. Wszystko to ograniczyło Balladynę do jakiejś syntezy, do kwintesencji tragedii. To zmniejszenie rozmiarów Balladyny bynajmniej nie wychodziło jej na złe... Przedstawienie to stało się jednym z najpiękniejszych przedstawień Słowackiego, jakie kroniki teatralne notują.” (J. Iwaszkiewicz, Stanisława Wysocka i jej kijowski teatr „Studya”. Wspomnienie, Warszawa 1963.)
Projekty Józewskiego zamieszczone w Hamlecie nie powstały zdaje się na żadne konkretne zamówienie, choć w 1920 roku po przeprowadzce do Warszawy miał on kilka propozycji współpracy z teatrami w Warszawie i Krakowie. Nic z niej nie wyszło, gdyż w obliczu zbliżającej się do Warszawy ofensywy bolszewickiej Józewski ponownie został wciągnięty do polityki. Scenografia teatralna była mu jednak bliska, co znalazło wyraz właśnie w omawianym tomiku.

Niewątpliwie projekty te były wyrazem fascynacji Józewskiego awangardą, która wszak przeżywała wówczas swe najlepsze, najbujniejsze lata. Szkice przemawiają abstrakcyjną prostotą i surowymi formami geometrycznymi monumentalnych dekoracji, nie ma w nich ani krzty naturalizmu czy historycyzmu.

Jerzy Timoszewicz przytacza głos Jana Brzękowskiego recenzującego Hamleta na łamach „Wiadomości Literackich” (nr. 25, 1924) uznającego dekoracje zaprojektowane przez Józewskiego za „syntezy stanów duchowych Hamleta.” Inny krytyk teatralny Wilam Horzyca na łamach „Życia Teatru” (24/1924) podkreślał, że Józewski dostrzegł religijny (znając stosunek Józewskiego do religii może lepiej byłoby powiedzieć metafizyczny) wymiar dzieła Szekspira. Monumentalna architektura miała według Horzycy symbolizować tragizm ziemskiej egzystencji Hamleta, zaś pionowe słupy światła wybiegające w niebo, wymiar nieskończoności.

Jednak rozważania Józewskiego towarzyszące jego projektom inscenizacyjnym koncentrują się wokół innego napięcia, egzystencjalnego raczej, niż metafizycznego – napięcia między kontemplacją a czynem. Skłonność do eksploracji owego napięcia Jerzy Stempowski wiązał po latach z sytuacją polityczną w Polsce przed zamachem majowym. W szkicu Między pracą a bezczynnością pisał w 1957 roku: „Dramat ten, toczący się między czynem i bezczynnością, którego główny bohater zatrzymuje się niezdecydowany przed wspomnieniem Oresta i Elektry, musiał z natury rzeczy pociągnąć w Polsce pokolenia oczekujące poruszenia się wody. Barokowa poezja, bogactwo sytuacji i dygresji Hamleta nadawały się świetnie do umeblowania i zagospodarowania w myśli okresów oczekiwania. Interesowało się nim w Polsce wielu późniejszych ludzi czynu. W 1925-1926 Henryk Józewski, późniejszy wojewoda i minister spraw wewnętrznych przygotowywał projekt inscenizacji Hamleta, mający się ukazać z litografiami autora w wydaniu bibliofilskim, gdy przewrót majowy wciągnął autora w wir wypadków.”

Józewski pisze w swym szkicu o ludziach czynu i ludziach kontemplacji oraz o dążeniu do osiągnięcia harmonii pomiędzy „świadomością kontemplacyjną a świadomością czynu”, które jest „zasadniczym nakazem ducha”. To właśnie ta harmonia „stanowi o bogactwie i bujności życia jednostki”, a jej tworzenie jest „czymś najistotniejszym i nieuchwytnym, co się odbywa w każdym z nas, nadaje wyraz i wartość naszemu życiu, jest życia tego sprawdzianem i symbolem najgłębszym.”



Henryk Józewski, projekt scenografii do Hamleta, 1924

W rozważaniach tych znajdujemy ton bardzo osobisty. I dopiero z perspektywy lat, znając wojenne i powojenne losy Józewskiego, zestawiając jego działalność konspiracyjną, niepodległościową w czasie okupacji i w pierwszych latach powojennych z jego późną twórczością malarską pełną namysłu i kontemplacji właśnie, możemy w pełni dojrzeć światło jakie rzucają one na życiorys autora.

Jan Tomkowski przypomina, że w 1919 roku Paul Valéry ujrzał w Hamlecie bohatera nie historycznego a współczesnego dramatu, pochylającego się już nie nad czaszką Yoricka, lecz cmentarzyskami I wojny światowej. Kilka dekad później Jan Kott, zresztą jeden z najpilniejszych uczniów Jerzego Stempowskiego, publikuje swego Szekspira współczesnego, w którym ukazuje „Wielki mechanizm” i odczytuje Szekspira przez pryzmat tragicznych doświadczeń swego pokolenia. Jednym słowem XX wiek przynosi odczytania dzieła Szekspira odrywające jego sztuki od kontekstu historycznego, podkreślające ich uniwersalizm. Hamlet Józewskiego jest jednym z pierwszych przykładów takich odczytań w Polsce i zajmuje wśród nich ważną pozycję.

Widzenia

Trzeci tom „Biblioteki Pstrykońskiej” zawierający rysunki Józewskiego był przez lata uważany za zaginiony. Jeden egzemplarz został jednak odnaleziony w Bibliotece Uniwersyteckiej w Warszawie przy okazji przygotowań do wystawy poświęconej Józewskiemu, zorganizowanej w 2002 roku w Muzeum Niepodległości. Datowany również na 1924 rok, i również z okładką ozdobioną wizerunkiem kolorowego konika, tomik nosi tytuł Widzenia i składa się z 12 tablic – autolitografii sygnowanych jako „B. Hubert” (Henryk Józewski).



Rysunki Józewskiego to osobny rozdział w jego twórczości. Kontynuował go także po wyjściu z więzienia w 1956 roku w zupełnie już odmienionej rzeczywistości społecznej i politycznej. Zarówno wczesne prace zamieszczone w Widzeniach, jak i powojenne szkice mają silny odcień satyryczno-groteskowy. Przedstawiają postacie niemal symboliczne oraz rozmaite alegoryczne scenki będące ilustracją ludzkich przywar i śmiesznostek oraz relacji społecznych. Józewski–obserwator jest w tych gorzki i ironiczny.

W katalogu wspomnianej wystawy Lija Skalska-Miecik pisze: „Rysunki te, wyróżniające się lakonicznością i pewnością kreski świetne są zarówno pod względem technicznym, jak i umiejętnością uchwycenia charakterystyki poszczególnych postaci. Zdradzają nieprzeciętny zmysł obserwacyjny Henryka Józewskiego, zmysł bezlitosnej ironii (...). Treść Widzeń sprowadza się do ukazania pospolitego szpetnego świata ludzkiej głupoty, pychy bez pokrycia, zakłamania, pozerstwa, manii wielkości tępaków, upokorzenia i poniżania słabszych, smutków i cierpień maluczkich.”
Skalska-Miecik podkreśla uniwersalizm wymowy rysunków Józewskiego i raczej odrzuca interpretowanie ich jako wyrazu krytycznego stosunku do rzeczywistości początku lat 20-tych i doszukiwania się w nim inspiracji.

Można się o to spierać. Jerzy Timoszewicz zwraca uwagę, że rysunki Józewskiego atmosferą, choć nie stylem plastycznym, przypominają twórczość Georga Grosza – artysty ukazującego przecież rozkład Republiki Weimarskiej. Niewątpliwie też niektóre przynajmniej z rysunków zawierają podobny potencjał krytycyzmu społecznego, co Pielgrzym Stempowskiego. Ukazane w tym ostatnim postacie żebraków i nędzarzy, „galonowanych głupców”, mężów stanu „przyssanych do władzy”, spekulantów, dyrektorów i ich „metresy w sobolowych futrach” bez trudu możemy odnaleźć na kartach Widzeń.


Henryk Józewski, Widzenia, 1924

Epilog

Dalszy żywot „Biblioteki Pstrykońskiej” przerwały wypadki polityczne, w których Stempowski i Józewski wzięli aktywny udział. Obaj trafili do pierwszego pomajowego gabinetu Kazimierza Bartla, Stempowski jako szef gabinetu prezesa Rady Ministrów, Józewski jako urzędnik do zleceń tamże później również szef gabinetu. W latach 1927-28 obaj zasiadali w Radzie Nadzorczej PAT. Jednak już wkrótce ich drogi polityczne się rozeszły.

Stempowski dość szybko rozczarował się do rządów sanacyjnych. W 1929 roku ostatecznie zrezygnował z funkcji rządowych. Znalazł zatrudnienie w Państwowym Banku Rolnym i zajął się pisaniem. W różnych czasopismach publikował szkice, recenzje i felietony. W 1931 roku napisał pamflet zatytułowany Pan Jowialski i spadkobiercy, rzecz o perspektywach humoru szlacheckiego, będący zawoalowaną krytyką Piłsudskiego i jego otoczenia. Liczne świadectwa jego coraz bardziej krytycznego stosunku wobec rzeczywistości lat 30-tych znajdujemy w późniejszych listach i esejach. Maria Dąbrowska odnotowała w 1935 roku w dzienniku, że „aż dziwne, co on robi w Polsce, którą uważa za tak nikczemną i spodlałą.”

Józewski tymczasem, będąc jednym z najbardziej zaufanych ludzi Marszałka, poświęcił się z oddaniem karierze politycznej, piastując w latach 1929-1938 urząd wojewody wołyńskiego, a potem do 1939 roku wojewody łódzkiego, całkowicie zarzucając działalność artystyczną, do której powrócił dopiero w 1956 roku.

„Biblioteka Pstrykońska” została niemal zupełnie zapomniana. Na przykład nie wspomina o niej Tadeusz Drewnowski, gdy w przypisie do informacji o pierwszej indywidualnej wystawie Józewskiego z 1960 roku w dziennikach Dąbrowskiej pisze (z błędem): „W 1924 Józewski wydał u J. Mortkowicza cykl litografii pt. Widzenia; w tymże roku projekty sceniczne do Hamleta, ocenione wysoko przez W. Horzycę.” (Maria Dąbrowska, Dzienniki powojenne, 1960-1965, wybór, wstęp i przypisy Tadeusz Drewnowski, Czytelnik Warszawa 1996, s. 58.) Nie wspomina o niej też Jan Tomkowski w swej książce o Stempowskim (Jerzy Stempowski, Warszawa, 1990). Poza artykułem Jerzego Timoszewicza o Hamlecie Józewskiego opublikowanym w „Pamiętniku Teatralnym” w 1991 roku nigdzie nie ma jej opracowania czy omówienia. Pojedyncze wzmianki znajdziemy w kilku książkach poświęconych Józewskiemu i Stempowskiemu opublikowanych w ostatnich dwóch dekadach. Żadnemu z pytanych przeze mnie antykwariuszy warszawskich jej nazwa nic nie mówiła, bo opatrzonych wizerunkiem kolorowego konika broszur nie ma od lat w obiegu antykwarycznym. Żadnych informacji nie znajdziemy też w Internecie – wyszukiwanie w Google daje tylko trzy odniesienia do referencji bibliograficznych, w tym jednej błędnej.

Cóż się jednak dziwić, skoro nawet współtwórcy „Biblioteki” zatarła się ona mocno w pamięci. Odpowiadając na list Tymona Terleckiego Jerzy Stempowski pisał 18 II 1954 roku: „Co się tyczy Józewskiego, nie dziwię się wcale, że Pan o jego książeczce nie wiedział, bo o ile mnie pamięć nie myli, nigdy się naprawdę nie ukazała. W latach 1924-1925 wpadliśmy na pomysł eksploatowania towarzystwa bibliofilów warszawskich liczącego 29 członków, drukując małe broszurki, ilustrowane przez Henryka Józewskiego, w ilości 35 egzemplarzy. Bibliofile pokrywali przez subskrypcję całe koszty druku, zostawiając nam po siedem egzemplarzy. Pierwszy z tych druków był mego pióra i zawierał rodzaj opisu podróży do Holandii i Niemiec jesienią 1923. Drugim drukiem miał być Hamlet z dwunastoma ilustracjami H. J. ale bez tekstu, o ile mnie pamięć nie myli. (…) Według mojej pamięci wszystkie litografie nie zostały nigdy odbite. (…) Nie ma więc – konkluduje Stempowski – substancji do notatki bibliograficznej.”

Jak widać Stempowski się pomylił. Znacznie bliższy prawdy był w 1924 roku – nie udało się wprawdzie „lansować wydawnictwa na szerokie wody”, a „Biblioteka Pstrykońska” szybko zakończyła swój żywot, ale z całą pewnością była ona dziełem „nowej potencji spirytualnej”, świadectwem działalności dwóch wybitnych i fascynujących postaci.

H. Józewski, ilustracja do Pielgrzyma


* * *

 Bibliografia:

Jerzy Timoszewicz, „Hamlet” Henryka Józewskiego, „Pamiętnik Teatralny”, z. 1, 1991, s. 99-114.

Henryk Jan Józewski, Polityk, artysta, malarz. Katalog wystawy, Muzeum Niepodległości w Warszawie, 2002. (Lija Skalska-Miecik, Dotknięcia Muzy).

Andrzej St. Kowalczyk, Jerzy Stempowski, biogram [w:] „Polski Słownik Biograficzny”, t. XLIII/3, z. 178, Warszawa-Kraków 2005.

Biogram Henryka Józewskiego [w:] Marek Gałęzowski, Wierni Polsce. Ludzie konspiracji piłsudczykowskiej 1939-1947 (Biblioteka „Niepodległości” tom II; Towarzystwo Przyjaciół Instytutów Józefa Piłsudskiego Zagranicą, Wydawnictwo LTW, Warszawa, 2005, s. 265-289.

Timothy Snyder, Tajna wojna. Henryk Józewski i polsko-sowiecka rozgrywka o Ukrainę, Znak, Kraków, 2008.

Grażyna Borkowska, Maria Dąbrowska i Stanisław Stempowski, Wydawnictwo Literackie, Kraków, 1999.

Piotr Mitzner, Milczenie Józewskiego, [w:] Gabinet cieni, Zeszyty Literackie, Warszawa, 2008.

Cytaty z Pielgrzyma wg wydania Jerzy Stempowski, Od Berdyczowa do Lafitów, wybrał, oprac. i przemową opatrzył Andrzej St. Kowalczyk, Czarne, Wołowiec, 2001.

Cytat z listu J. Stempowskiego do matki według Jerzy Stempowski, Listy, wybór i red. Barbara Toruńczyk, Fundacja Zeszytów Literackich, Warszawa 2000.

2 komentarze:

  1. Znalazłem tę stronę przypadkiem ale spotkała mnie bardzo przyjemna niespodzianka - nie wiedziałem że Pstry Koń miał obrazkową postać, nie wiedziałem o Widzeniach. Mnie bardziej dotyka postać JS, o Henryku Józewskim wiem niewiele - ale bardzo dziękuję za ten wpis.
    Przy okazji powiedzenie o JS że był "u progu kariery" jest nieco przewrotne (nie wiem czy w sposób zamierzony). Ale chciałem zapytać czy jest gdzieś Pielgrzym zdigitalizowany? Poza tym nie jest tak że google całkiem nic nie zwraca - w swoim czasie pokazywał Hamleta w antykwariacie lamus (zastanawiałem się nad zakupem, obecnie sprzedany, ale kilka lat temu był dostępny) choć rzeczywiście pstrego konia traktuje chimerycznie (nie w sensie że jako zwierzę pociągowe, ale wynik zależał od wpisania polskich znaków).
    Dla mnie te odniesienia są cenne bo próbuję sobie JS wyobrazić w czasie, a wszystko mi się nakłada, robi się płaskie i nie umiem się połapać. Dla mnie ten "wyrafinowany eseista" był postacią dramatyczną, ale też niepozbawioną lekkomyślności, swoistej zgrywy, inscenizacji i pozy (tyle że ta 'poza' zyskuje ludzki wymiar bo przykrywa ludzki dramat). Jakoś staroświeckiego statecznego pana zupełnie w nim nie widzę. Wydaje mi się że tekst o pochwale niezdecydowania pani Barbary jest chyba równie dobrze autoportretem JS jak szkicem MD - ale i tak portret JS jest niekompletny, zatarty i niedostępny.

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo dziękuję za ten komentarz, tym bardziej dla mnie cenny, że również nie postrzegam Stempowskiego „jako statecznego starszego pana” i również widzę, że jego obraz, choć przecież tyle już o nim napisano, jest zatarty i niekompletny. Od dłuższego czasu się nad tym zastanawiam i gromadzę notatki, które w tej chwili powoli układają się w dłuższy tekst, roboczo zatytułowany „Eseje nienapisane Stempowskiego”. Jego fragmenty już wkrótce zamieszczę na tym blogu. W jednym z nich analizuję coś, co nazwałem „postawą gracjańską” Stempowskiego, kluczowym punktem jest tu właśnie szkic o niezdecydowaniu pani Barbary, który postrzegam jako tekst o Stempowskim, jakby mówił on w nim „pani Barbara to ja”. Jeśli chodzi o „Pielgrzyma” to nie jest zdigitalizowany – chodzi zapewne o prawa autorskie. Ale biblioteki cyfrowe śledzę na bieżąco, więc jeśli cokolwiek nowego na temat JS lub HJ się pojawi, to umieszczę informacje o tym na blogu. Pozdrawiam. PM

    OdpowiedzUsuń