piątek, 9 września 2022

Jerzy Stempowski idzie do szkoły

Warszawa, rok 1901, chłodny i dżdżysty początek września. W „Tygodniku Ilustrowanym” właśnie idą w odcinkach Krzyżacy. U „Starorypałki”, „Mikkego” i w „Nadświdrzańskiej” przesiadują Edward Słoński i Konrad Krzyżanowski. Ukazuje się pierwszy numer „Chimery”. Niedawno odsłonięto gmach Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych. Ośmioletni Jerzy Stempowski idzie pierwszy dzień do szkoły. „Jak wszyscy chłopcy owego czasu – pisał po latach w eseju Dzieci Warszawy w początkach XX stulecia – zostałem ubrany w mundur: długie czarne spodnie z zieloną wypustką, czarną sukienną kurtkę i takiż szynel z zielonymi naszywkami mojej szkoły. Na głowie miałem czarną czapkę ze skórzanym daszkiem i zielonym otokiem, na plecach skórzany tornister. W tym stroju o pół do dziewiątej wyszedłem z ojcem z naszego mieszkania na Powiślu, kierując się w stronę Nowego Światu. Drogę tę miałem potem odbywać codziennie sam.”  Udajmy się w nią dziś razem z pisarzem.

środa, 31 sierpnia 2022

Książki w plecaku, wersy w pamięci

W szkicu zatytułowanym Podróż ekscentryczna, zamieszczonym w ostatnim numerze „Przekroju”, Maciej Świetlik pisze o Patricku Leigh Fermorze, autorze wydanej niedawno wreszcie u nas w tłumaczeniu Ewy Ledóchowicz, kultowej książki Czas Drogi: „Młodziutkiemu amatorowi przygód towarzyszył wyłącznie plecak z wyprawy na Athos pożyczony od jednego z towarzyszy Byrona i egzemplarz The Station.” Jest to informacja tyleż efektowna, co zupełnie nieścisła. Autor próbuje w swym omówieniu powiązać dwóch angielskich pisarzy-podróżników i stąd jednemu wciska do plecaka legendarną książkę drugiego, dodatkowo słowem „wyłącznie” potęgując efekt rzekomej inspiracji. Dla zabiegu tego nie ma jednak pokrycia w źródłach. Nie wykluczam, że The Station się w plecaku Leigh Fermora znalazła, jednak on sam nic o tym w swej książce nie wspomina.

piątek, 29 lipca 2022

Schwob ilustrowany

Ilustracja zamieszczona obok pochodzi z komiksu Le capitaine écarlate (Paris, 2010) autorstwa Guiberta i Davida B. Przedstawia ona pisarza Marcela Schwoba, na którego runęły właśnie książki z jego domowej biblioteki. Sprawcą bałaganu jest bandyta w dziwnej masce, który wraz z kilkoma oprychami włamuje się do mieszkania Schwoba i porywa jego narzeczoną Monellę. Ocknąwszy się, Marcel wyrusza na poszukiwanie ukochanej. W gabinecie komisarza policji, gdzie jest przesłuchiwany na okoliczność włamania znajduje przypadkiem książkę opatrzoną stemplem bibliotecznym. Zna wszystkie najmniejsze nawet książnice w Paryżu, ale nazwa „Biblioteka Główna Przygody” (Bibliothèque Générale de L’Aventure) z siedzibą przy rue Galande 13 nic mu nie mówi.

sobota, 23 lipca 2022

Znaczki, ptaki i zaczarowana dorożka

Tak więc trafiwszy na ten kartonik w Rozrywkach matematycznych zacząłem w czeluściach szafy poszukiwać mojego klasera filatelistycznego kompletowanego około 1984 roku. Znalazłem go w zapomnianej, dawno nieodwiedzanej głębinie pod stertą starych numerów „Płomyka” i „Świata Młodych”, otarłem z wieloletniego kurzu, wyjąłem z etui, a gdy powoli i nieco nawet uroczyście otworzyłem okładkę, nagle rozbłysły wspomnienia. Intensywności mojego wzruszenia daleko było wprawdzie do mistycznego patosu z jakim wrażenie kartkowania markownika opisuje Józef w Wiośnie Schulza: „Któż weźmie mi za złe, że stałem wówczas olśniony, bezsilny ze wzruszenia, a z oczu przepełnionych blaskiem lały mi się łzy. Cóż za olśniewający relatywizm, co za czyn kopernikański, co za płynność wszystkich kategorii i pojęć!”, lecz i ja nie pozostałem w tamtej chwili obojętny. Przypomniałem sobie tę siłę z jaką znaczki pocztowe pobudzały moją dziecięcą wyobraźnię.

wtorek, 19 lipca 2022

Żaby i platany na Narbutta

Idąc na południe od Pola Mokotowskiego i skręcając z ulicy Boboli w Narbutta zauważa się zaskakującą zmianę w drzewostanie. Dominujący dotąd kasztanowiec ustępuje miejsca platanowi. Cały odcinek ulicy Narbutta do alei Niepodległości został gęsto obsadzony tymi charakterystycznymi drzewami o nagich pniach i cienkiej korze koloru szarokremowego, których rozłożyste korony tworzą latem wspaniały cienisty baldachim. „Platan – pisze Maria Ziółkowska w swych Gawędach o drzewach – nie należy do drzew powszechnie w Polsce znanych. Nic dziwnego. Spotkać się z nim można niemal wyłącznie w parkach i ogrodach botanicznych.” W wielkich miastach Europy: Londynie, Paryżu, Rzymie, Budapeszcie platan był od dwóch stuleci ulubionym drzewem alejowym. W Polsce sadzony rzadko, gdyż jak pisał B. Gałczyński w dziele Drzewa liściaste, leśne i alejowe, (Piaseczno, 1928) źle znosi, zwłaszcza w młodym wieku, mroźne i długie zimy. Platany na Narbutta zdają się zatem być na warszawskim gruncie pewnym novum.