czwartek, 13 maja 2021

Biblioteka Gonzala

W kolekcji literackich wizji bibliotek i księgozbiorów nie może zabraknąć biblioteki Gonzala z Trans-Atlantyku. Po pojedynku Tomasza z Gonzalem, zakończonym nieoczekiwanie ogólnym, acz chwilowym, pojednaniem, braterstwem i przyjaźnią, wszyscy na zaproszenie Gonzala udają się do jego nieodległej estancji. Zwiedzają komnaty, salony pełne luksusów, dzieł sztuki i rozmawiają o wałęsających się po posiadłości psach. „A tam Biblioteka. Jakoż w pokoju obok, dużym, kwadratowym, książek, skryptów kupy na podłodze, wszystko wywalone, jak z taczek; aż po sufit góry; tam zaś wśród tych gór, dopiroż przepaści, zręby, jary, usypiska, rozdoły, a tyż kurz, pył aż w nosie wierci. Na górach tych tedy chudzi bardzo Czytelnicy siedzieli, którzy to czytali; a może ich siedem albo osiem było. – Biblioteka – mówi Gonzalo – biblioteka, oj, co za kłopot z tym mam, skaranie boże, a bo najcenniejsze, najbardziej szacowne to dzieła geniuszów samych, najprzedniejszych Ludzkości duchów, ale cóż, panie, kiedy Gryzą się, Gryzą, a też i Tanieją od nadmiaru swego, a bo za dużo, za dużo, i co dzień nowych przybywa, i nikt wyczytać nie może, bo za dużo, ach, za dużo! Owóż ja, panie, Czytelników zgodziłem i im słono płacę, bo już mnie wstyd, że tak wszystko Nieczytane leży, ale za dużo, wyczytać nie mogą, choć i bez przerwy dzień cały czytają. Najgorzej jednak, że się książki wszystkie gryzą, gryzą i chyba jak psy się zagryzą!”

poniedziałek, 19 kwietnia 2021

Zupa z kamienia i piórko sójki

W drugiej części zbioru Wyjechali narrator, który, jak to zwykle u Seblada, stanowi w znacznym stopniu alter ego autora, opowiada historię Paula Bereytera, swego nauczyciela z dzieciństwa. Jako dorosły dowiaduje się o jego samobójczej śmierci i wiedziony jakimś osobistym, nie do końca jasnym impulsem podejmuje próbę odtworzenia jego losów, wplatając w powstającą opowieść swoje własne wspomnienia. Jedno z nich dotyczy wczesnych lat szkolnych. Narrator przypomina sobie, że Bereyter był zażartym antyklerykałem, miłośnikiem pieszych wędrówek i zwolennikiem ruchu na świeżym powietrzu, a także nauczycielem niekonwencjonalnym, nie trzymającym się sztywno programu i narzuconych przez władze edukacyjne reguł. „Nigdy nie przerabialiśmy – wspomina narrator – czytanek przewidzianych dla trzeciej i czwartej klasy szkoły powszechnej, bo Paul uważał je za śmieszne i zakłamane, a czytaliśmy niemal wyłącznie „Nadreńskiego Przyjaciela Domowego”, którego sześćdziesiąt egzemplarzy Paul sprowadził, jak przypuszczam na własny koszt. Wiele zawartych tam opowieści, na przykład o potajemnej dekapitacji, wywarło na mnie najżywsze, do dziś niezatarte wrażenie, ale przede wszystkim zapamiętałem – sam nie wiem dlaczego – słowa, które sprytny pielgrzym w gospodzie „Pod Berłem Bazylei” wypowiada do karczmarki, mianowicie: „Jeśli wrócę, przywiozę wam świętą muszlę z plaży Askalonu, albo różę jerychońską.”

piątek, 9 kwietnia 2021

Czytać więcej?

Często natrafiam w Internecie na reklamy kursów szybkiego czytania, albo zachęty do przeczytania artykułów na temat „jak czytać więcej książek”. Niezależnie od tego, na ile pojawiające się w nich porady, czy zaproponowane działania oraz techniki mogą być skuteczne, z mojej perspektywy zagadnienie to jest w ogóle źle postawione. „Nawet najpilniejszy czytelnik nie potrafi wyczerpać wybranego przez siebie programu lektur.” – pisał Jerzy Stempowski w Notatniku niespiesznego przechodnia. Nie chodzi bowiem o to, aby czytać więcej, lecz aby czytać mniej. A w każdym razie, aby czytać wolniej, dokładniej, uważniej i mądrzej, i tylko rzeczy naprawdę warte przeczytania. O, na taki kurs to bym się zapisał, takie wskazówki chętnie sobie przyswoił! Sándor Márai w dzienniku wielokrotnie narzeka na chaos czytelniczy w jakim się znalazł; „muszę zaprowadzić porządek w lekturach” – notuje. Jak to mówią, mam tak samo. W wywiadzie Nie myśl, że książki znikną Jean-Claude Carrière opowiada Umberto Eco o pewnym mężczyźnie, którego kiedyś spotkał na stacji metra Hôtel-de-Ville w Paryżu.

wtorek, 30 marca 2021

W stylu Callota. Część 1

W zbiorach ikonograficznych Biblioteki Narodowej znajduje się pewien interesujący obiekt. Jest to album oprawiony w tekturowe okładki podklejone skórą, zawierający 154 rysunki wykonane różnymi technikami: tuszem, akwarelą, kredkami i ołówkiem. Został skatalogowany jako Sztambuch Joachima Daniela Jaucha i datowany na pierwszą połowę XVIII wieku. Trafiłem nań dzięki artykułowi Łukasza Kozaka na temat budzącej grozę ćmy zmierzchnicy (Acherontia atropos), która w roku 1749 grasowała pod Kaliszem i została w rzeczonym albumie uwieczniona. Jego właściciel, generał Joachim Jauch (1684-1754) był saskim oficerem i architektem rezydującym w Warszawie na dworze Augusta II Mocnego. Zaprojektował kilka znanych stołecznych budowli, między innymi Koszary Mirowskie, których pozostałości służą dziś za siedzibę straży pożarnej. Prywatnie był zaś pradziadkiem Joachima Lelewela, który po nim zapewne otrzymał imię.

środa, 17 lutego 2021

Zwątpienie

Gdy siedem lat temu zamieściłem tekst o „Bibliotece Pstrykońskiej”, jeden z czytelników zapytał mnie w komentarzu, czy jest gdzieś Pielgrzym zdigitalizowany. I właśnie teraz nastąpiła ta chwili, kiedy mogę odpowiedzieć, że tak, jest zdigitalizowany. W zeszłym tygodniu bowiem, Biblioteka Narodowa udostępniła w Polonie tom esejów Jerzego Stempowskiego Od Berdyczowa do Rzymu (Instytut Literacki, Paryż, 1971) w wersji online oraz do pobrania w formatach EPUB, MOBI i PDF. Zbiór, który Stempowski zdążył w ostatnich latach życia skomponować ze swych rozproszonych tekstów z myślą o wydaniu w Bibliotece „Kultury”, ukazał się już po jego śmierci. Zawiera on trzy eseje przedwojenne: Nowe marzenia samotnego wędrowca, Europa w 1938-39 oraz właśnie Pielgrzym, trzy eseje powojenne: Księgozbiór przemytników, Esej berdyczowski i W dolinie Dniestru, szkic Drzewa republiki berneńskiej będący rozdziałem książki Ziemia berneńska oraz obszerny wybór drukowanych po wojnie w „Kulturze” dzienników podróży. Zabawne, że ten właśnie ostatni składnik tomu sprawił, że książkę w Polonie zaklasyfikowano do gatunku: „literatura podróżnicza polska”. A na zachętę do lektury podaję niepozbawiony pewnej aktualności fragment z Pielgrzyma:

sobota, 30 stycznia 2021

Styczeń

„Sanie zasunęły zaraz po śniegu i ruszyliśmy. Naprzód jechało się od stacji gościńcem, białym teraz od śniegu w stronę miasteczka, słupy telegraficzne i ogrodzenia ogrodów niknące w nocy. Potem krótko miasteczko, z bardzo skąpymi światełkami po tak późnej nocy, potem przejeżdżało się koło młyna nad zamarzniętym stawem i droga była już gminna i krzywa. Było potężne zimno, mróz, ale cicho i jedynie od pędu sań w kłusie zawiewało tym mrozem po policzkach i kłuło w nosie. (…) Cmentarz był prawie o płot, pogarbiony chłopskimi mogiłami pod śniegiem. Chłopi stali już tam także tłumkiem, mali chłopcy ześlizgiwali się z tych pagórków, gdzie spychali jeden drugiego ażeby lepiej widzieć. Czarna ziemia, wyrzucona przez łopatę grabarza, mieszała się ze śniegiem. Pop zaciągnął: „Hospody pomyyyyłuj…” i wrony zerwały się z drzew akacjowych koło cerkwi. Niebo było białe jak mleko i ciemniało schodząc ku horyzontowi nad ośnieżonymi strzechami chat.

sobota, 9 stycznia 2021

Co czytał na biegunie kapitan Scott?

W eseju zatytułowanym Moja specjalna półka ze zbioru Ex libris. Wyznania czytelnika (tłum. Hanna Pustuła, Paweł Piasecki, Świat Literacki, Izabelin, 2004) Anne Fadiman opisuje zjawisko zaobserwowane w wielu domowych księgozbiorach, polegające na istnieniu tytułowej „specjalnej półki”, na której „rezyduje niewielki, tajemniczy zbiorek tomów, poświęconych tematyce nie mającej nic wspólnego z resztą księgozbioru, potrafiący jednak, jeśli mu się bliżej przyjrzeć, wiele powiedzieć o swoim właścicielu.” Zastanawiałem się przez chwilę, czy i ja w swoim księgozbiorze mam jakąś „specjalną półkę” i co ona ewentualnie by zawierała, ale chyba zjawisko to mnie nie dotyczy. Nie ono zresztą w tekście Fadiman mnie zainteresowało, lecz zawartość jej „specjalnej półki” – kilka tuzinów książek o tematyce polarnej. Tak się bowiem składa, że dzielę z autorką może nie aż fascynację, ale w każdym razie zainteresowanie wyprawami polarnymi i życiem na biegunach. Nachodzi mnie ono falami, odkąd w dzieciństwie przeczytałem wszystkie książki Aliny i Czesława Centkiewiczów.

sobota, 26 grudnia 2020

Szept petitów, albo pochwała przypisu

Jednym z moich ulubionych gatunków literackich jest przypis. Tak, to nie żart – chodzi o przypis, ten niepozorny, złożony petitem tekst zamieszczony u dołu strony, czy też na końcu rozdziału lub całej książki. Powszechnie, a zupełnie niesłusznie kojarzony z nudą i solennością rozpraw naukowych oraz wydań krytycznych, mdły i bezosobowy element tak zwanego aparatu krytycznego, pod odpowiednim piórem może nabrać charakteru, wigoru, polotu i zamienić się w skrzące literackim czarem gnomiczne dziełko. Tak potraktowany przypis wyłamuje się z rygorów pracy akademickiej, czy edytorskiej i nie tracąc nic ze swej podstawowej funkcji, nabiera wartości dodatkowej. Wskazanie źródła, dodanie komentarza, objaśnienia, przyczynku, ujawnienie jakiejś tekstowej zagadki, lub jej rozwiązanie, podsunięcie interpretacyjnego tropu, czy intrygującego adresu bibliograficznego nie tylko uzupełnia główny tekst, ale staje się samoistną, tekstową przygodą w miniaturze.

sobota, 12 grudnia 2020

Właśnie czytam

Nicolas Bouvier jest na Cejlonie. Dotarł tam po dwóch latach włóczęgi przez Bliski Wschód, Kaukaz oraz Indie. Mieszka w obskurnym hotelu, wynajmuje pokoik za jedną rupię dziennie. Zaraz po przyjeździe kilka dni spędził w szpitalu. „Złapał pan dziwnego mikroba” – orzekł lekarz. Bouvier ma gorączkę i jest osłabiony, czasami wymiotuje. Urzędnik z Alliance Française odrzucił jego propozycję wykładów na temat wybitnych pisarzy francuskich. Perspektywa zarobienia kilku groszy, na którą liczył, ulotniła się. Ma środki najwyżej na miesiąc, musi żyć skromnie. Żywi się bananami i herbatą z mlekiem. Wilgotny upał i niepokojąca atmosfera wyspy – siedziby magów i demonów – wysysają z niego całą energię. Zbliża się pora monsunowa. Bouvier pierwszy raz w tej podróży zaczyna się lękać o jutro. Właśnie dostał list od matki, który go zirytował. 

czwartek, 1 października 2020

O siostrach Karpińskich, filcowaniu się i siedleckich dymach

Dziś o kolejnym motywie siedleckim w literaturze. Gdy niedawno przeczytałem opowiadanie Jacka Dehnela Filc ze zbioru Rynek w Smyrnie (Warszawa, 2007) od razu zadzwoniłem do mamy z pytaniem: „Mamo, czy znałaś siostry Karpińskie?”. „No tak – odpowiedziała mama – Irena uczyła mnie rysunków w podstawówce, albo może w liceum pedagogicznym…, pamiętam, że to była świetna nauczycielka”. „Trzy stare panny, historyczka Genia i dwie malarki, Irka i Jasia, które tuż po wyzwoleniu Siedlec, w 1944 roku, założyły tam i prowadziły szkołę artystyczną.” – napisał Dehnel na Facebooku. Opowiadanie Filc to biograficzna opowieść o nich, w którą wplecione zostały osobiste wspomnienia autora-narratora. Pretekstem i jednocześnie narracyjną osią opowiadania jest pogrzeb Jasi, „starszej od XX wieku”, ostatniej z trzech sióstr. Wraz z jej śmiercią odchodzi w przeszłość ten specyficzny „ciotczany świat”.

piątek, 4 września 2020

Astolf

„Czy przypomina Pan sobie, – pisał Jerzy Stempowski do Gustawa Herlinga-Grudzińskiego 10 listopada 1961 roku – że Józef Korzeniowski nazwał jedną ze swych postaci – bodaj w Poecie i odludkach – Astolfem? Byłoby ciekawe stwierdzić, czy nazwał go tak na pamiątkę Custine’a czy też rzeczywiście używano w tym czasie tego osobliwego imienia. Imiona, nazwy miejsc i pseudonimy w utworach literackich są interesującym i dotąd zapoznanym rozdziałem historii literatury. Są mianowicie dowodami tradycji skądinąd niewidzialnych.” Pamiętamy, że Stempowski lubił bawić się w odkrywanie takich „tradycji niewidzialnych”, jak to było na przykład z należącym do jego dziadka wyżłem Sbogarem, który dostał imię na cześć bohatera powieści Charlesa Nodiera. Tym razem jednak eseistę pamięć zawiodła i to dwukrotnie.

niedziela, 30 sierpnia 2020

Skrzydło lofofora

Pod koniec pierwszego tomu W poszukiwaniu straconego czasu narrator podziwia szyk Odety Swann: „W hierarchii estetycznych zalet i światowego wykwintu przyznawałem pierwszeństwo prostocie, kiedym widział panią Swann pieszo, w sukiennym kontusiku, w toczku przybranym skrzydłem lofofora, z bukietem fiołków przy staniku, spieszącą się, mijającą aleję des Acacias tak jakby to była po prostu najkrótsza droga do domu i oddającą leciutki ukłon panom w powozach, którzy poznając z daleka jej sylwetkę, kłaniali się powiadając sobie, że nikt nie ma tyle szyku.” (przeł. T. Boy-Żeleński). Ćwierć wieku temu fragment z „toczkiem przybranym skrzydłem lofofora” przywołała Małgorzata Gromadzińska w artykule Czy feministki mogą się stroić, czyli o semiotyce stroju kobiecego w literaturze („Teksty Drugie” nr 3/4, 1995), dodając, że „dziś trudno zidentyfikować wygląd owego enigmatycznego skrzydła”. Trudno, ale spróbujmy.

niedziela, 10 maja 2020

Podróż dookoła pokoju

5 grudnia 1830 roku Zygmunt Krasiński pisał do ojca: „Zastaliśmy tu w Rzymie Mickiewicza, który zimę tu przepędza. Strasznie zesmutniał i wynędzniał od czasu widzenia się ostatniego z nim w Genewie. Cierpienie tak głęboko wyryte na jego twarzy, że aż żal bierze patrzyć. Książę Gagaryn zaraz nas zaprosił na wieczór i prezentował swojej żonie. Dużo osób było u niego, a między nimi p. de Maistre, sławny przez Le Lépreux de la cité d’Aoste.” Skąd cierpienie Mickiewicza, które tak uderzyło Krasińskiego? Przypis Stanisława Pigonia wyjaśnia, że właśnie wtedy, na początku grudnia w Rzymie ostatecznie rozbiły się widoki poety na związek z Henriettą Ankwiczówną. Ale ja spojrzałem na datę i pomyślałem, że mogło chodzić o coś innego. Czy to przypadkiem nie wieść o wybuchu powstania listopadowego, tego ciernia w biografii wieszcza, w taką mogła go wprawić melancholię? Czemu by przeoczył ten fakt Pigoń, mistrz nad mistrze przypisu i komentarza?

środa, 29 kwietnia 2020

Aktualności i uzupełnienia

Dziś kilka uzupełnień i nawiązań do moich blogowych tekstów. Na portalu teatralny.pl znalazłem niedawno artykuł Janusza Majcherka o Jerzym Timoszewiczu z kwietnia 2018 roku zatytułowany Ex libris – ad libros. Majcherek wspomina Timoszewicza jako teatrologa, mentora, wydawcę i redaktora, a także bibliofila. We fragmencie o bukinistach z Chmielnej jest zaskakująca dla mnie wzmianka o egzemplarzu Esejów dla Kassandry Jerzego Stempowskiego, ze zbiorów Timoszewicza, który kiedyś nabyłem. „Wiedziony – pisze Majcherek – jakimś przeczuciem, zbadałem metodycznie egzemplarz po egzemplarzu i nie omyliłem się: bukinista wystawił na sprzedaż fragmenty księgozbioru Jerzego Timoszewicza. Wśród książek – obok edycji Giedroycia – były pamiętniki, eseistyka i, rzecz jasna, teatralia. Drobnym, starannym pismem właściciel podpisywał je swoim nazwiskiem, dodając niekiedy także datę ukończenia lektury lub zakupu. Czasami stawiał uwagi na marginesach albo – z nawyku surowego redaktora – poprawiał błędy, zwłaszcza w indeksach. Wkładał między stronice wycinki prasowe z recenzjami albo notatki. Miał też swoje pieczątki i ekslibrisy.”

niedziela, 26 kwietnia 2020

Roboty

Na moim blogu raczej rzadko pojawiają się komentarze. Nie martwi mnie to specjalnie, bo też i nie pracuję nad jego promocją, nie pozycjonuję, nie udzielam się w tzw. w mediach społecznościowych etc. Kto miał taką ochotę, skontaktował się ze mną przez maila i te kontakty bardzo sobie cenię. Oczywiście, gdy jednak pojawi się jakiś komentarz, zwłaszcza pozytywny, jestem zadowolony i mile połechtany. Ostatnio jakoś przybyło ich kilka. Najpierw od pani K. M., treści następującej: „Fajnie napisane . Pozdrawiam”. Kilka dni później, pod inną notatką równie lakoniczny, tym razem od mężczyzny S. G.: „Ciekawy tekst . Pozdrawiam”. No, no, ucieszyłem się, coraz więcej ludzi mnie czyta, zapewne trafiają przypadkiem z wyszukiwarki i tekst zajmuje ich na tyle, że czują potrzebę zostawienia pozytywnego komentarza. Miłe. Pani K. M. tydzień później skomentowała kolejny mój tekst, tym razem następująco: „Bardzo ciekawie napisane. Pozdrawiam”. Oho, zacierałem ręce, robi się ruch w interesie. Gdy jednak dzień później pan S. G. zostawił pod tym samym, co poprzednio postem, identyczny, co poprzednio komentarz: „Ciekawy tekst . Pozdrawiam” coś mnie tknęło.

środa, 12 lutego 2020

Schwob raz jeszcze – uzupełnienie bibliograficzne

Gdy w 2016 nakładem PIWu ukazał się tom pod redakcją Jana Gondowicza zawierający cztery zbiory opowiadań Marcela Schwoba, zrobiłem kwerendę bibliograficzną i znalazłem polskie tłumaczenia trzech innych opowiadań Schwoba, które do piwowskiego wydania nie weszły. Dziewice Miletu, Opiumową bramę oraz Domm zamieściłem również z drobnymi komentarzami na temat tłumaczy na blogu. Kwerenda okazała się jednak dalece niekompletna. Pan Ryszard Engelking, znawca i tłumacz literatury francuskiej zwrócił niedawno moją uwagę na dwa inne przekłady opowiadań Schwoba, a także na fragment książki Jana Lorentowicza Nowa Francya Literacka. Portrety i wrażenia (Warszawa, 1911). Okazało się, że fragment ten haniebnie przeoczyłem, choć książkę znam i skądinąd cytowałem w notatce o Schwobie. Zawiera on bibliografię dzieł francuskiego pisarza, z której wynika, że polskich tłumaczeń było znacznie więcej. Spieszę zatem z uzupełnieniem.

niedziela, 9 lutego 2020

Trzeba się męczyć

„Jest taki wiersz, chyba Ezra Pound go napisał, krótki, w którym bohater przyznaje, że chciałby mieć trafikę, przychodzić do niej codziennie, sprzedawać tytoń, patrzeć przez okno i mieć święty spokój. Tak bym wolał żyć, nie zamęczać przez cały czas mózgownicy jakimiś problemami.” – mówił przed kilku miesiącami w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” Jerzy Pilch. Otóż znalazłem ten wiersz i to nawet w trzech różnych przekładach: Leszka Engelkinga, Haliny Poświatowskiej oraz Jerzego Niemojowskiego. Nosi on tytuł The Lake Isle (Wyspa na Jeziorze) i ukazał się po raz pierwszy we wrześniowym numerze chicagowskiego miesięcznika “Poetry: A Magazine of Verse” z 1916 roku. W tłumaczeniu Leszka Engelkinga brzmi on tak:

środa, 22 stycznia 2020

Książki w getcie warszawskim

Kiedyś opisałem na blogu dzieje handlu książkami na ulicy Świętokrzyskiej w Warszawie. Przerwane w 1939 roku, miały swój tragiczny finał w getcie warszawskim. Dziś drobne uzupełnienie do tamtego tekstu. Centralna Biblioteka Judaistyczna  przy Żydowskim Instytucie Historycznym udostępnia wiele zdigitalizowanych materiałów: archiwaliów, czasopism, fotografii, w tym pełną edycję Archiwum Ringenbluma. W tomie 29 (oprac. Joanna Nalewajko-Kulikov, Warszawa 2018) znajduje się zapis ze stycznia 1942 zatytułowany Handel książkami. „Nie ma żydowskich księgarń, zostały zamknięte, a książki skonfiskowane. Resztę książek, które udało się uratować z ulicy Świętokrzyskiej, gdzie przez całe pokolenia działali żydowscy księgarze – wyrzuca się bez żadnych zahamowań na ulicę. Głównym centrum handlu uratowanymi książkami stało się Leszno, gdzie z koszy można kupić najlepsze dzieła modnych ostatnio pisarzy.

piątek, 10 stycznia 2020

Patrząc w gwiazdy

Dziś pierwsza pełnia Księżyca w tym roku, zwana tradycyjnie „Wilczym Księżycem”. Nazwa ta, nawiązuje podobno do wycia głodnych wilków, które było słychać w środku zimy. Pełni towarzyszyć będzie inne spektakularne zjawisko: półcieniowe-częściowe zaćmienie Księżyca. Zaglądam regularnie do działu poświęconego kosmosowi na stronie internetowej Londyńskiego Muzeum Historii Naturalnej. Są tam interesujące wiadomości dla obserwatorów nieba. 11 listopada można było na przykład dojrzeć przejście Merkurego przez tarczę Słońca. Zdarza się ono kilkanaście razy w ciągu stulecia. U nas akurat było słabo widoczne, ale na Wyspach wręcz doskonale. Trzeba tylko używać specjalnych filtrów, bo, wiadomo, patrzy się bezpośrednio na słońce. Miesiąc później, 14 grudnia, można było podziwiać geminidy czyli spektakularny deszcz meteorytów z planetoidy Faeton. Lubię czytać te wiadomości, konfrontować naukowy żargon i rzeczowy, fachowy sposób mówienia o zjawiskach astronomicznych z moim własnym, naiwnym spojrzeniem na kosmos.

czwartek, 14 listopada 2019

Czekając na Gondowicza

Wczoraj byłem na spotkaniu promocyjnym najnowszej książki Jana Gondowicza zatytułowanej Czekając na Golema (Wydawnictwo Nisza, Warszawa, 2019). Dla tych, co zaglądają na mojego bloga, nie jest zapewne tajemnicą, że Gondowicz to jeden z moich mistrzów. Powołuję się na niego, cytuję tu i tam, a kilka moich notatek to wręcz ad vocem jego tekstów. Przede wszystkim jednak jest moim mistrzem czytania i myślenia o literaturze. Dlatego dla mnie było to spotkanie ważne, bez mała wydarzenie kulturalne roku, choć muszę przyznać, że z racji zatrudnień zawodowych odległych od literatury, w tak wielu znowu podobnych wydarzeniach nie uczestniczę, zdecydowanie mniej w każdym razie, niż bym chciał. Spotkanie prowadził Piotr Paziński, redaktor naczelny pisma „Midrasz”, egzegeta Ulissesa Joyce’a, tłumacz opowiadań izraelskiego noblisty Samuela J. Agnona i autor dwóch świetnych tomów prozy Pensjonat i Ptasie ulice, który też o Gondowiczu mówi jako o swym mistrzu.

poniedziałek, 14 października 2019

Słońce jesieni

Jeden z moich ulubionych fragmentów prozy Jerzego Stempowskiego pochodzi z eseju Słońce jesieni. Jest to relacja z podróży do Jugosławii, którą autor odbył w październiku 1965 roku. Stempowski opisuje w niej uroki Dalmacji, pałac Dioklecjana w Splicie i miasto Zadar. Pisze też o twórczości rzeźbiarza Ivan Meštrovića oraz o swoim spotkaniu z pisarzem M. Mihajlovem. Fragment zaś, który mam na myśli, dotyczy rejsu przez Adriatyk na statku „Egadi”. „W łaźni czy na wywczasach – pisze Stempowski – nie obciążając się większą znajomością rzeczy, szlachetni Rzymianie lubili rozprawiać o obyczajach zwierząt, rzeczywistych i bajecznych. Pokłosie tych rozmów znaleźć można u Seneki, Pliniusza Starszego i innych. Genius loci sprawił, że na pokładzie Egadi zawiązała się rozmowa o obyczajach mew, w takim właśnie antycznym stylu.”

poniedziałek, 7 października 2019

Gombrowicz, Stempowski – dwa spotkania

W tym roku przypada pięćdziesiąta rocznica śmierci Jerzego Stempowskiego (4 października) oraz Witolda Gombrowicza (24 lipca), dwóch pisarzy bardzo mi bliskich i wiele dla mnie znaczących. Co ciekawe, bardzo od siebie różnych, o odmiennych charakterach oraz poglądach na literaturę i wiele innych spraw, a także, wedle wszelkich dostępnych świadectw, nie pałających do siebie sympatią. Przed wojną mijali się często w niedużym, choć barwnym światku literackim stolicy, po wojnie zaś przez wiele lat występowali obok siebie na łamach paryskiej „Kultury”. Osobiście zetknęli się jednak tylko dwa razy, i w obu przypadkach były to spotkania niezbyt fortunne. Za pierwszym razem: nieporozumienie, za drugim niemal ferdydurkiczny pojedynek. Dziś o nich opowiem.

czwartek, 3 października 2019

O najnowszej książce Tomasza Wiśniewskiego

Przeczytałem Historie nie do końca zmyślone Tomasza Wiśniewskiego, wydane niedawno przez fundację „Przekroju”. To już trzecia książka tego autora, podobnie jak poprzednie: skromna w objętości, lecz w treści gęsta, niczym owsianka. Tym razem Wiśniewski zainspirowany, jak sądzę, Żywotami urojonymi Marcela Schwoba, tworzy zbiór życiorysów niezwykłych postaci: alchemików, magików, zielarek, czarownic, świętych, magów, hipnotyzerów, rabinów, bibliotekarzy i pisarzy. Większość jest zmyślona, ale zgodnie z tytułem, nie do końca, niektóre są rzeczywiste (np. Jan Potocki, Michał Sędziwój, Biernat z Lublina czy Michał Wojnicz), choć mają zmyślone, ale znów, nie do końca, losy i charaktery. U Schwoba motywem łączącym wszystkie życiorysy był, jak wykazał Jan Gondowicz fakt, że żaden z bohaterów nie posiadał grobu. Jaki jest motyw przewodni w zbiorze Wiśniewskiego? Nie mam pewności, ale tym, co zdaje się być wspólne dla większości z nich jest poruszanie się na granicy świata widzialnego, dostępnego potocznemu doświadczeniu oraz drugiej strony rzeczywistości. Do sprawy tej jeszcze wrócę na koniec.

poniedziałek, 9 września 2019

Les tous deux

„W korespondencji Paula-Louisa Couriera uchodzącej słusznym tytułem za arcydzieło prozy francuskiej, znajdują się cztery listy do „pana Chlewaskiego” w Tuluzie.” Tak Jerzy Stempowski rozpoczyna esej Monsieur Chlewaski ze zbioru Eseje dla Kassandry (Paryż, 1961). Szkicuje w nim sylwetkę tajemniczego korespondenta Paula-Louisa Couriera, którym okazuje się nieślubny syn księcia Czartoryskiego, generała ziem podolskich, Adam Klewański. Na podstawie wzmiankowanych czterech listów eseista rekonstruuje intelektualną znajomość sprzed półtora stulecia, której kształt, nastrój, przedmiot zainteresowania oraz ustosunkowanie się do współczesności i tradycji, zdają się być mu bardzo bliskie. Korespondencja Couriera zatytułowana Lettres de France et d’Italie zgromadzona w czwartym tomie edycji jego pism pod redakcją Armanda Carrela (Paris, 1828) nie była dotąd, wedle mego rozeznania, tłumaczona na polski. Odkrycie przez eseistę zagadkowego „pana Chlewaskiego” to nie jedyna w niej ciekawostka. Opowiem o jeszcze innej.

piątek, 28 czerwca 2019

Biblioteka w cygarze, Otto Jägermeier i (znowu) żółw

Świat ogarnęła wojna spirytystyczna. Nie do końca wiadomo na czym ona polega, w każdym razie jest to katastrofa totalna, niosąca zagrożenie dla całej cywilizacji. Grupie wybrańców udaje się dosłownie w ostatniej chwili uciec do schronu, potężnej budowli w kształcie cygara. W osobliwym tym bunkrze, gdzie zakwestionowaniu ulegają reguły czasu i przestrzeni powstaje coś na kształt społeczeństwa w miniaturze, z władzą, hierarchią i obrzędami. Nie może też zabraknąć biblioteki. „Przez ukryte drzwiczki – relacjonuje narrator Budowniczego ruin, bo o tej niezwykłej powieści Herberta Rosendorfera mowa – dotarliśmy do biblioteki, a raczej na galerię biblioteki, która prowadziła wokoło pomieszczenia w połowie jego wysokości. (…) Szliśmy wzdłuż regałów z książkami. Były to stare, wspaniałe i rzadkie dzieła, jednakowoż wymalowane tylko na ścianie. – To jest wierna kopia biblioteki klasztornej w St. Gallen – powiedział doktor Jacobi – mieliśmy nadzieję, że o oryginalną jeszcze się postaramy. Wszystko przepadło...”.

środa, 19 czerwca 2019

Trzeci sektor

Czytam artykuł o tym, jakie rośliny domowe są najlepszymi zielonymi filtrami. „Gerbera usuwa trichloroetylen i benzen z powietrza, nefrolepis produkuje tlen, a skrzydłokwiat i bluszcz są najbardziej oczyszczającymi powietrze roślinami doniczkowymi według NASA” – informuje portal Zielony Ogródek. Dlaczego NASA stanowi autorytet w dziedzinie roślin doniczkowych? Zagadka. To ja dodam od siebie: „Cytryny, żurawina i jabłka to owoce najbogatsze w witaminę C, jak zapewnia PKP Intercity”. Ponieważ mam w domu kilka bluszczy, zaniepokoiło mnie zdanie z dalszej części artykułu: „bluszcz może cierpieć z powodu przędziorka chmielowca”. Niepokój o doniczki zaraz jednak ustąpił zachwytowi nad samym zdaniem. Od dziecka działał na mnie poetycki urok terminologii botanicznej, zoologicznej i geologicznej. Z jednej z moich pierwszych książek dzieciństwa, zatytułowanej Las autorstwa Elżbiety Burakowskiej pamiętam budzącą mieszaninę obrzydzenia i zaintrygowania ilustrację przedstawiającą owady-obrońców lasu, a wśród nich: szczerklinę z gąsienicą sówki choinówki, kłowacza rdzawego, biegacza skórzastego oraz przede wszystkim gąsienicę kapustnika z obrzędami baryłkarza. Okrutny przędziorek chmielowiec przysparzający cierpień bluszczowi i tajemne obrzędy niejakiego baryłkarza – wkraczamy w świat literatury.

środa, 17 kwietnia 2019

Siedlce białą nocą

W nawiązaniu do notatki o literackich Siedlcach pewien stały czytelnik zwrócił mi uwagę, że moje miasto rodzinne występuje w jeszcze jednej współczesnej polskiej powieści, mianowicie w Białej nocy miłości G. Herlinga-Grudzińskiego, opublikowanej po raz pierwszy w 1999 roku. Jej akcja toczy się w Londynie, pod koniec XX wieku. Sławny reżyser teatralny Łukasz Kleban, będący u schyłku życia, zagrożony całkowitą ślepotą, snuje w myślach autobiografię. Wraca pamięcią do lat dzieciństwa i młodości spędzonych w majątku Rybice pod Siedlcami, do początków miłości i związku z przyrodnią siostrą Urszulą. Równolegle śledzimy dwa wątki: przeżywającego swą starość Łukasza, przygotowującego się do mającej uratować mu wzrok operacji oraz przedwojenne, okupacyjne i powojenne, emigracyjne losy jego i Urszuli.

poniedziałek, 15 kwietnia 2019

Szekspir po polsku

Jeśli chcecie się dowiedzieć kto przekładał w XIX wieku na język polski Hamleta, albo porównać, jak dzieło to brzmi w różnych polskich tłumaczeniach z tego okresu, to teraz macie ułatwione zadanie i nie musicie siedzieć w tym celu w przepełnionej czytelni Biblioteki Narodowej. Ruszył bowiem niedawno portal Polski Szekspir, który gromadzi i udostępnia wszystkie XIX-wieczne polskie przekłady Shakespeare’a. Pełna nazwa tego projektu digitalizacyjnego to Repozytorium polskich przekładów Williama Shakespeare’a w XIX wieku: zasoby, strategie tłumaczenia i recepcja. Projektowi towarzyszy także publikacja elektroniczna prezentująca wyniki badań. Dorzucę do niej swoje trzy grosze.

wtorek, 9 kwietnia 2019

Sztuka snów

Portal Public Domain Review, który popularyzuje zbiory bibliotek cyfrowych w formie mini esejów na rozmaite tematy, proponuje kolekcję zatytułowaną Sztuka snów (The Art of Dreams). Prezentuje w niej kilkanaście dzieł malarstwa i grafiki mających za temat sen i śnienie, począwszy od słynnej „Zmory sennej”, którą namalował w 1781 Henry Fuseli, po rysunki Williama Blake’a, Odilona Redona czy erotyk japońskiego malarza Hokusai zatytułowany „Sen żony rybaka”. Notatką niniejszą chcę zwrócić uwagę na portal Public Domain Review, którego autorzy wygrzebują z Internetu rozmaite skarby i osobliwości (np. Un autre monde J. J. Grandville’a, o którym wspominałem tutaj), a do tego ciekawie i zwięźle o nich piszą. Ale jest jeszcze inny powód. Otóż po niedawnej lekturze książki Elizy Kąckiej, dużo myślę o związkach snów i literatury. Temat ogromny, nieogarniony, więc tylko kilka uwag.